Wiersze z pocztówek
Odra 3/2013 – Wiersze wybrane w marcu 2013
Dodano: 27.03.2013 11:12Radosław Kolago, Jacek Świerk
Radosław Kolago
Zwykła spowiedź do słuchawki prysznicowej
Zbiorowe oblicze - jestem mu kompletnie obcy,
jak echosondy tonącym w Rosji
Mam w kartkach więcej wrzasku, siostro,
niż zmieści londyński Wembley Stadium.
Rozedrgane oktawy, także drga krtań
wpięta posłusznie między linijki. Pa-
-ździernik. Patrz, brunatnieje przestrzeń:
teraz milknąć to jak wygaszać flary.
Przestałem się golić, by bardziej być
rozbitkiem (wciąż na sygnały s.o.s
odpowiadają tylko miejskie latarnie).
Może jest czas oswoić wraki i pauzy
zgiętych kolan przyjąć jako język, bo
strofy, siostro, strofy będą zbędne.
Wyjałowiałe sedna, próbki prochu.
Dziki jest wiatr
My to twory wiatru: dziki jest wiatr,
gałęzie głaszcze oraz łamie. Pętle
wokół bioder składa jak powroźnik:
z podwyższenia lepiej szumią arie.
Błędem zawsze nazwać kogoś wiosną,
kiedy tempo tam nie takie i pobłądziły
gdzieś żyły – instrumenty szarpane.
Karą przeszycie mięśnia szpilkami
głuchych na mandoliny.
Dziki jest wiatr, łamie oraz głaszcze
żebra, szorstką korę. Gałęzie związane
w snopki z dymu – czekanie na rytm.
Ja jestem chore drzewo, do mnie,
nucąc, przylgnij jak liść.
Być jak Harpo Marx
Przestałem pisać wiersze o miłości,
składam z ich kart origami, chore
czaple, albatrosy. Każę patrzeć
i robię atol Bikini. Pogubiłem
klucze z wyjątkiem słowa
radioaktywność. Zbędny
licznik Geigera, tylko
popatrz mi w oczy.
Przestałem pisać wiersze o śmierci,
mimo biohazardu na pułapie północ.
Odpada już skóra, ale nie uśmiech
z twarzy, są hektolitry i playlisty luzu
(great time to be alive, isn't it).
Przestałem pisać wiersze o szczęściu,
ona wżera się w kości, wychodzi nawet
w testach szpiku. To tęsknota za czymś,
co zabija, oczekiwanie na słodkie wyroki
jak łamanie kołem zapomnianych bioder.
Przestałem pisać wiersze o bólu, układ
nerwowy ma wyłączony odbiornik, proszę
zadzwonić później. Pluton uspokaja sykiem:
– Nie będzie później, stajemy w obliczu.
Przestaję pisać wiersze.
Oblicze nieskażone wyrazem,
źrenice przeszły z przecinków
w kropki. Forma do trenów
i sarkofagów, zero czucia:
pora rzucić papier i iść
grać we frisbee.
Pozwól, że opowiem ci coś o szronie
Szron posiada właściwości
konserwujące. Właściwie
jestem niczyj, wystarczy
schylić się i podnieść, jak
listek albo mały pieniążek.
Szron właściwości posiada
konserwujące. Tkankę posiadł,
czujnie otulił. Ruch obiektu
zachodzi w trybie slow motion,
głos rozciągnięty po klatkach
(bez ustanku umykanie kulom).
Właściwości posiada szron
konserwujące. Ślad szroniony
stóp bez aktu własności czy
nawet desperacji. Dziś tylko
koty i kobiety bywają czasem
swoje własne.
One przychodzą i odchodzą,
częściej to drugie. Właśnie
dlatego mają plecy jak ramy
katedr, na które się patrzy
żegnając.
Nie ma większych piekieł
W busie relacji Zgorzelec - gdzieś indziej
liczę koty za oknem, 13.5 (autostrada)
to wynik tak dobry jak inne, chyba
że te 1170 białoruskich rubli w portfelu,
za które nie kupiłbym ci nawet róży.
Posklejany już trochę liczę, liczby
to grunt bezpieczny i wolny, a ja
coś w środku mam owinięte pasami.
Nie piszę już, mówiłem, ale swędzi
to i gryzie, zrozum.
Wyczerpałem limit miłosnych piosenek,
dedykuje ci teraz kostki brukowe i
zakurzone słowa, które się nigdy
nie wydostały z gardła.
Nie ma większych piekieł niż
milczenie z oddali, kiedy
powinno się być jak
splecione kłosy żyta w słońcu,
jak te śmieszne pary z sit-comów,
o których każdy na starcie wie,
że są dla siebie.
Dałbym ci wszystkie moje catchphrases
o niebycie, skarbie, więcej nie mogę -
w pasach swędzi gniew, białe kartki
bez sagi, splotów i tak wielu rocznic.
Gdyby tylko istniał wróg potężniejszy
niż ta niemoc, może mógłbym wygrać.
Jacek Świerk
Bilans
Czy rzeczywiście gehenna przynosi wy
mierne korzyści, jak łatwiejszy start w bycie
i dobrze płatną stratę?
Znosisz bóle głowy jak złote jajka
na łóżku, w ciemni, nad umywalką. Łykasz
przeciwbólową paszę dla kur niosek
a potem czekasz na sentencję
na pasyjnym gnieździe.
Złote myśli pakuje się zwykle po 10 szt.
rozwozi się do księgarń
i sprzedaje się bez podatku WAD
tj. bez pęknięć, bez zniekształceń
i innych kosztownych odchyłek.
Możesz sobie zrobić z mózgu jajecznicę.
Ale możesz też zostać jajcarzem
i robić sobie z gehenny jaja
tj. kogel-mogel, kremowy i słodki
w sam raz na Alleluja, Hosanna i Gloria in excelsis Deo
albo zbuki, zepsute i cuchnące
w sarkastycznych skorupkach
idealne na likier
w pubie Pod Malkontentem.
Zaiste, gehenna przynosi wy
mierne korzyści, jak zmywarkę do sumień
czy hodowlę poezji w prezencie, z wyjątkiem pustki:
bajońsko drogiej prze-pustki
do mniej dręczącego świata…
Kanalarz o swawoli słowa
w kanale TV płyną
niestrawione przez mędrców
cząsteczki refleksji
o rychłej apokalipsie
na pewno nie o czającej się w krzakach
jeszcze gorszej wojnie
na sto procent o za ciasnej celi
i o zbyt restrykcyjnym bacie
w kanale TV czuć
w kanale TV
gryzonie podgryzają
przekarmionych za wasze
i łasych na nasze
kanał TV
wlewa się do naszej królowej rzek
gdzie masowo dryfują
śnięte ideały
i gdzie dorośli
śmiecą rakotwórczymi wnioskami
oddychając nareszcie
pustą piersią
Bełkot żałobny
Łzy z importu, z odlewni bezsensu
dojrzałe w chłodni, z instrukcją obsługi
z metką Made in Wojna,
za nieprzystępną cenę, za to z beznadzieją GRATIS!
z dostawą do ruin miasta.
Łzy zastygłe na mrozie
bezczeszczone przez chuliganów
pałką uśmieszku i trepem chichotku…
Łzy z importu w pojemniku na plastik
jadą do lasu – zakopią je ONI
i czerwoni z bezwstydu zwalą winę na NICH.
Łzy z importu, z wytwórni współczucia
w skrzyniach wyłożonych sieczką empatii
w drodze do hurtowni Płacz & Zgrzytanie Zębami
nie przekreślą zasieków, których nie ma
nie zburzą kominów, które przyjęła ziemia
nie zdławią dymu, który przyswoiły drzewa.
Bo łza krajowa
to coś więcej, niż kropla
to coś więcej, niż dynia
to coś więcej, niż ja.
Idee fixe
Uprawa płci. Koszty wynajmu siewnika
opadły, a plony płci się podniosły
(zagaduje bezpłciowy prezenter)
Więc uprawiajmy płeć (zachęca specjalista od płci)
Uprawiajmy płeć w ogródkach działkowych.
Pryskajmy płeć płciowością na mszyce.
Wsadzajmy do żyznej gleby wyłącznie dorodne okazy.
Uprawiajmy płeć w balkonowych doniczkach.
Uprawiajmy płeć, stosując wizualne nawozy.
Uprawiajmy płeć (przynagla ekspert od płci)
Rewelacja!, (znawca płci podskakuje) w hurtowniach
pojawiły się nowe odmiany płci szpetnej odporne na prawo naturalne.
Uprawiajmy płeć konikami, traktorami, kombajnami.
Uprawiajmy płeć w szklarniach, w tunelach; płeć w nieszczerym polu;
płeć pod roznegliżowanym niebem.
Uprawiajcie płeć (fachman od płci agituje płcie)
Uprawiajcie AIDS, wróć!, uprawiajcie płeć. Uprawiajcie grzech, wróć!
uprawiajcie płeć. Siejcie nasiona na mączkę, skróć!,
na rzeżączkę. Bo za kwintal płci samochód.
Bo za 100 ton płci willa z basenem.
Sponsor programu zaprasza Państwa do lektury.
"Zagadki płci i pci dla zaawansowanych"
od jutra w kioskach.
Pop-art
Palimy popularne bez filtra, zaciągamy się popularnym
i pozwalamy się zaciągać popularnemu
do łóżka, żeby
wciągać spaghetti i odrdzewiacz do rur(zero cukru)
i dawać się wciągać
w publiczne ściąganie, naciąganie i wyciąganie
na jaw tego, co popularne
na temat popularnych (bez filtra) mocnych
w gębie.
Sztachnij się popularnym bez filtra, sztachnij się
a staniesz się popularny – cząstką naszej paczki
ANONIMOWOŚĆ ZABIJA
I POWODUJE "RAKA"
TY, ARAMEJSKA "PUSTA GŁOWO"...
Satyra na leniwego studenta
Pożeracz książek wkroczył do biblioteki.
Przewertował menu w drewnianych szufladkach.
Pstryknął na kelnera w grubych szkłach.
Ten przyniósł talerz, widelec i nóż, i coś do popicia.
Po kwadransie się zjawił z woluminem o kartoflach
(kształt, przekrój, zawartość skrobi
i wartości odżywcze tej transcendentnej bulwy)
Nasz głodomór oblizał wargi
wbił sztućce w treść
spożył gumowy rozdział
i beknął jak człek uczony
i tak każdy następny
z okruszkami czcionki na spodniach
i tłustą bibliografią na sumiastym wąsie.
Ciamkając, poprosił o rachunek.
Poluzował pasek i rozsiadł się jak sołtys.
Kartę biblioteczną respektuje bank.
Miła obsługa. Smacznie. I przyjemnie.
Na drugi dzień wszyściutko zwraca
nie strawiwszy treści
i staje na wadze
i podskakuje z radości, że wie coraz mniej.
Czekam na Dzień Sądu Dostatecznego
Na bocznicy stoi wrak pociągu
płciowego. A przede mną suto zastawiony stół
i garstka miernych
którzy nawet w takim momencie
z kimś, w myślach, kłócą się i biją
w piersi. I tak co noc budzę się z szeptem
i zapalam lampkę dzienną.
Cały jestem mokry.
Sprawdzam, która jest gadzina.
Jest piętnaście po martwej!
(wyznaje mi to zegar dla niewidomych)
W tej strefie pozaczasowej czekam
na Dzień Sądu Dostatecznego
na naciąganą Trójcę na szynach
za uczenie swoich miernych
rzutu grzechem w żal.
Credo konsumenta
Wierzę w hot-boga, w fastfooda wszechobecnego
w stworzyciela grubasów i anorektyczek, którzy się począł
nudzić w USA, który narodził się
z bułeczki i z kiełbaski. Wsadzon. Pogryzion. Zstąpił
do jelit. Trzeciego dnia wydalon. Wstąpił
na oczyszczalnie ścieków. Dryfuje
po powierzchni basenu filtrującego.
Stamtąd przyjdzie sądzić
wszystkich sytych i zachłannych.
Wierzę w siebie smętnego
w smętny życiorys powszechny
w smętnych smęcenie
w pogląd sprzeczny, w transport rzeczny.
Amen!



