Wiersze z pocztówek
Odra 6/2015 - wiersze wybrane w czerwcu
Dodano: 19.06.2015 10:53Adrian Witczak, Mateusz Hildebrandt
Adrian Witczak
Blizna
gdy miałem dwa lata uderzyłem głową o parapet
rozciąłem łuk brwiowy krew spłynęła na kaloryfer
kapała na podkoszulkę matka porzuciła krojenie
pomidorów i wytarła nóż w fartuch
za ścianą rodziła kobieta
brew szył mi spocony ginekolog
jego ręce pachniały intensywnie
jak pępek tamtej krzyczącej kobiety
gdy patrzę na ciężarną kobietę
nie mogę powstrzymać wzruszenia
brwi
O dziewczynie która miała węzeł zamiast serca
Każda ludzka istota potrzebuje braku rozwiązania - Georges Bataille
wystarczy miecz przystawić do piersi
szukasz wśród sprzętów domowych
może wystarczy krajalnica
dziś obcięłaś włosy i paznokcie
próbujesz kłamać że węzeł to pięść
zaciśnięta pod brodą lub na szyi
anatomia lubi figle i pętle w spisie życia
limitowana seria upokorzeń cielesnych
z gwarancją porażki i śmierci
modlisz się o miecz i zostajesz wysłuchana
przychodzisz w czerwonych rajstopach
przynosisz ciało
węzeł pulsuje zamiast serca
wystarczy miecz przystawić do piersi
zamiast krwi tryska mleko
noc kapie z nabrzmiałych owoców
O niemym człowieku który we dnie sypiał w wannie
był niemy nadałem mu imię Głód
nocą właził przez okno milczeliśmy
kradł książki z mojej biblioteczki
wbijał zęby w grzbiety i sycił się
(Nietzsche i Heidegger zostali rozszarpani)
przy świecy Głód lizał karty przełykał litery
gdy sięgał w głąb biblioteki zwracał oślinione tomy
kurz niszczył mu narządy bardziej niż alkohol
potem pożerał więcej i rzygał monologami o szkodliwości literatury
(regularnie wypróżniał się na dzieła Freuda i Lenina)
lektury jak ukąszenia owadów nie pozwały mu spać
czytał nago ale spał zawsze w ubraniu w wannie
potem dobrał się do najcenniejszych książek
uderzany grzbietem posłusznie odnosił szczątki
w ogień kominka jakby odprawiał nieme modły
(Bataille i Calvino uszli cało pod moim płaszczem)
kiedy ostatecznie oślepł jadł mało
prosił już tylko o księgi profetyczne
na cienkim papierze i grafomańskie wiersze
(Biblia wyraźnie mu nie smakowała)
gdy kupiłem komputer wściekł się
wyczuł że podałem mu ryzę czystego papieru
i wypluł pierwsze słowo - porażka
Światłocień
w miejscach publicznych
żarówki świecą fanatycznie
jakaś ręka musiała je wkręcić
że najlepiej modlić się
w obecności kamery
jaskrawe światło razi cudze oczy
ktoś urażony próbuje mi wmówić
że najciemniej jest pod krzyżem
zanim spróbujesz świecić przykładem
pamiętaj
zapalając świecę
jednocześnie rzucasz cienie
Jucha
to świńska rzecz
spójrz płynie po bieliźnie
kiedy rozbieram kobietę
z naskórka
to święta rzecz
klęczysz z bólu wydajesz dźwięk
serca biją jak kołatki
język w ciemności wydaje się szorstki
sól seks Bóg mówisz że nie wolno tego mieszać
rozpuszczać w wodzie nie wolno poddawać się rozpaczy
jeśli kapitulować to tylko z uniesionymi nogami
w ekstazie
łzy zęby mięso słowa
lirycznie niedomknięte drzwi
widzą nas
Zmęczony człowiek
od dziecka pamiętałem nerw i zawziętość
gdy wracał zmęczony nad ranem
po pracy jadł i spał długo
czuły robił się dopiero po wódce
wypijanej w czasie gdy tercjarki szły do plebana
spowiadać się z czystości
zapamiętałem zrezygnowanie gdy leżał
nogi jak denaturat oczy jak szklane kule
ojciec ogolił ojcu twarz matka podcięła paznokcie
nie pozwoli mi czytać na głos
śnił mi się jego dom ale bez niego
czas go zwolnił
Cykl „Inne Okruchy”
Rudolfowi Otto
W gniewie
okruch objawiony
sztuczna krew z ekranu budzi śmiech
uśpiony grymas zmienia horror w komedię
prawdziwa krew z ołtarza budzi grozę
uśpiony lęk objawia się w drżeniu członków
w obliczu świętości mogę tylko
uciekać
ja w strachu
ty w gniewie
rozstajemy się
Drzewo matka
okruch naturalny
widziałem drzewo
nogi zapuszczone w ziemi
kora w pniu rozchylała się
łono matki łykało powietrze
inne drzewo z odciętym
konarem porzuconym obok
matka której wyrżnięto dziecko
piłą spalinową
miliony nienarodzonych drzazg
tkwią w wydrążonych i jałowych
pniach
O dziewczynie, która śmiała się na pogrzebach
ulewa nie cichnie
deszcz bije ziemię ale łóżko jest ciepłe
jesteś chora nie przespałaś nocy
dziś rano śniłaś zamarznięte morze
fale uwięzione pod lodem
budzisz się nagle ze skóry wychodzą ptaki
całkowicie pokrywają łóżko podłogę
zdrapują tapety ze ścian
na policzku
święta kropla pełna rozgałęzień
krzyczysz
ta dłoń nie jest moja
wyrzekłam się jej
szepczesz
nie wpychaj mi łez
z powrotem do oczu
Apokryf o siekierze, szczebelkach i rozburzaniu zabytków rustykalnych
Na każde kłamstwo znajdzie się siekiera.
Jeszcze wyjmiemy szczebel z trzeciego oka i będziemy wiedzieć.
Spluń przez ramię i zgadnij jak siekiera wbita w pień odsyła do nieba.
Gotyku i katedr nie znaliśmy. Cień rzucała stodoła.
Sąsieki były puste, światło wpadało do środka przez szczeliny,
kurz kłębił się w promieniach jak ze świętych obrazków.
Rozebraliśmy stodołę na deski i zapałki. Pył unosił się nad wodami.
Dziadek nie zapłakał, dopił pół szklanki wódki i usnął nagi jak Noe.
Nieświadomi ćpaliśmy zapach siana. W ciemnościach błyszczały kapsle po piwie,
złotówki i aureole.
Siekiera wbita w niebo ujawniła zapomnianą belkę w oku,
jeszcze szczebel i zaczniemy wyłamywać te sny, te palce.
Będziemy biegać jak koguty ze ściętą głową wokół pnia
wokół drzewa, które podobno w nas kwitnie.
Tresura
urodziłem się w niewoli
wyjęty z ciała wyłem zamiast płakać
dzieciństwo spędziłem w klatce piersiowej matki
przez pręty żeber podawała mi pokarm
który zwiastował ciepłą senność
obudził mnie wściekły wrzask człowieka z batem
na twarzy miał maskę z grymasem ojca
stroszyłem sierść gdy spocony treser
wlewał do uszu płynne złoto zasad moralnych
potem spiłował mi pazury i wyprostował grzbiet
oduczył pokątnego oddawania moczu
pokazał jak znaczyć terytorium wodą po goleniu
mój świat jest okrągły jak cyrk
wykonałem udany skok przez płonącą obrączkę
kobieta uśmiecha się zalotnie
proszę pana ma pan piękny garnitur
znajomi wiwatują
zwierzę leży martwe
Brak prądu
awarie w naszym domu są nożycami
odcinającymi prąd
czas zwalnia
z uczestnictwa w świecie rozrywek
telewizor gaśnie w oczach ojca
radio cichnie w obecności matki
komputer umiera na rękach sióstr
cieszy mnie ta nagła i cicha śmierć
w ciemności osobne pokoje budzą niepokój
porzucamy martwe przedmioty
niepotrzebne jak elektryczność w trumnach
zaczynamy szukać światła
matka wyciąga świecę ojciec ją zapala
skupiamy się wokół światła
widzę wyraźnie całą rodzinę
w jednym miejscu
kilkugodzinny brak prądu
w naszym domu jaśniej
czułe prądy pobiegły
między nami
Mateusz Hildebrandt
CAŁY ŚWIAT. I KILKORO SAMOTNYCH LUDZI.
Musieliśmy wstać z łóżka.
Nie wiem czy się umówiliśmy,
czy pcha nas świat?
Ubieramy się. W konstrukcje —
wyrokiem ruchu:
boście niedojrzali.
Wychodzimy szybko na ulicę
w śmiech.
Tłum jest nam dzisiaj bardzo pojedynczy,
wskazuje na nas palcem.
Istniejemy sobą. Znowu uświadomili nam, że istniejemy sami.
Tłum patrzy i wzrokiem tłumnym niesie nas jak flagę.
Pełnio życia — traf nas, bądź nami.
UNDE MALUM
nie ma już nietkniętych
miejsc
po moim lesie też dążyli
Harcerze
i teraz cały jest ranny
ÓSMA RANO
miasto —
i mnie
przyszło przez nie
uciekać
słodkimi i słonymi śniegami
wzdłuż zaburzeń
cienia
uciekać
na cieplejszą stronę
okna
uciekać
i przez całą
anonimowość
która zdarza się krzesłem
do pięli nieba
do ósmej pięli nieba
TUŻ PRZED BURZĄ
Ce toit tranquille où marchent les colombes
Paul Valéry
tuż przed burzą spadła jedna kropla
może pierwsza z tej chmury
z pewnością ostatnia z tamtego jeziora
spadała samotnie
w coraz mniejszą przestrzeń
ledwie co ją widziałem
tuż przed burzą spadła jedna kropla
pierwsza taka
z tych oczu
ostatnia tylko moja
a ledwie ją widziałem
jak w lekko rozchylony oddech
spływała samotnie
potem już tylko huczał od deszczu
parapet
gdzie jeszcze wczoraj siedziały gołębie
skąd jeszcze wczoraj widziano
zbawiony świat
(m.in.) BÓG KANTA
spiritus Dei fovebat aquas
Bóg Kanta,
jest dla mnie kamieniem.
Nie mam ochoty do niego
podchodzić.
To mały kamień.
Z całej dostępnej abstrakcji
stworzył dla siebie kolor szary.
Tak, kamień poruszający się
w określonych zasadach.
Tak, Bóg, poddany fizyki.
Czas upływa, jeziora są głębokie,
a Bóg Kanta, leży kamieniem
w piasku pod wodą. Kamień jest bez szans,
na wyparowanie w chmurę.
*** (ELEGIA)
[Staśkowi]
te tysiące brutalności
dziś
zwrócone w zimną ciszę
ziemia obraca się okrutnie
w wnętrznościach wszechświata
a on – na tym łóżku
ma prawą dłoń otwartą
lewą zaciśniętą w pięść
głowę odwróconą
od patrzących w jego zwierciadło
te tysiące brutalności
dziś
zwrócone w nagłe żniwa
a ty – na tym łóżku
niegotowy
MARATON Z LASCAUX
człowiek prahistoryczny był wielki
jeden krok stawiał
przez setki lat
biegacz nowożytny czy nowoczesny
też człowiek ale rozdrobniony
na setne od sekundy
i na setki jemu podobnych
u t a l e n t o w a n y c h



