Wiersze z pocztówek
Odra 5/2015 -wiersze wybrane w maju
Dodano: 18.05.2015 10:37Marcin Marchwicki, Michał Łukowicz
Marcin Marchwicki
97. divky kalhotky
ten wiersz nie jest na temat podany w tytule
nie jest o Ashberym ani o Van Goghu
nie jest tym czym go widzisz
ani tym czym chciałbyś by był
o tobie lub o mnie a tym bardziej
nie jest nami
bądź spokojny
to jeszcze nie koniec
ponieważ twój plan podróży się nie zgadza
ze średnią wyprowadzeń psa spoglądasz
czule jak odbija od brzegu bo traci ląd
a traci go gdyż nie jest o tym o czym jest
71.
mieli rację z tą perspektywą
jest długim palcem
dosięga dna oka
z balkonu kilka pięter wzwyż
przelatuje wolny samolot
wszędzie zostawiam te palce
pani z autobusu musiała być
na miarę stając się wyraźna dopiero
w ciemniejszych tonach zamglonej
sylwetki dotykającej się pary
im też nie odpuszczę
będą tak krążyć po chodniku
własnych synonimów
dowiedziałem się kilka dni temu że
samolot nie wylądował
oczywiście
wciąż lata
nade mną
105. Z.
Zenon z Elei przyznał, że po latach korzystania z Internetu i komputera
nie jest już w stanie przeczyć prawdzie własnej i wbrew wszelkim pomówieniom
nigdy nie był produktem ubocznym
20.
nie pamiętam kiedy rozdarliśmy się
na trzy głodne kawałki karmiące się poświatą
pod sufitem ćmy mnie omijają choć nie jestem
łatwopalny w przeciwieństwie do ciebie wybucham
pod kołdrą żarówka nie wytrzymuje i gaśnie
nie leczymy się już promieniami
aby dotrwać do końca odbijamy się
wzajemnie załamując światło
skąd wiem że jesteś planetą kiedy we śnie nieobecna
świecisz?
na plecach pod palcami wyrastają kratery impaktowe
rozkosze a ja – księżyc – krążę wokół twojej orbity
codziennie czekasz mnie inna jak w rosyjskiej ruletce
nie mogę doczekać się ciebie w pustce
96. Nie jestem pewien, co Pan przez to rozumie
a brzmi to jak kryminał:
odkładasz słuchawkę, zrywasz wszelkie połączenia
tak zwane linie te krzywe jak i te owalne kreślą
ponaddwustudziewięćdziesięciodziewięciokilometrowy
tekst skojarzeniowy z jedenastego piętra patrzy
[jak odkładasz słuchawkę i zatykasz usta korkiem
ubolewam, że to ciebie podglądają, odwzajemniasz
spojrzenie]
podejrzliwie - będąc szczegółowym
używasz płynów nie zawierających alkoholu, ale sprawdzających
się w sytuacjach, gdzie wkradają się kroki, przecież jednak
chodzimy po ziemi, już na schodach ktoś puka
nie otwierasz
zmieniasz numer telefonu
zmieniasz natychmiast
no tak –
halo, czy Pan mnie słyszy?
69.
Pan sobie wyszedł i już nie wrócił wyraźnie
z mojego powodu. Rzeczy się gubią
i odnajdują. Kiedy nikogo nie ma
chciałbym być taką rzeczą, ale zawsze ktoś
jest. Nie potrafię się zgubić. Pan wyszedł
nie zostawiając żadnej wskazówki. Zegar
stanął na ulicy, gdzie asfalt mógł oddychać
płynniej. To już jest dla mnie poszlaka.
To dzieje się przed moim blokiem wieczorami
tylko z innej perspektywy. Patrzę troszkę
jakby na przekór. W połowie drogi
gdzie tli się miłość. Bankrutuję.
Może gdybym wybiegł
a wybiegłbym
ozdobiłby mnie ruch.
101. swobodne gry wyobraźni tworzą zdanie
którym cię załatwiam (tak jak kilka innych spraw)
kiedy powiedziałeś żebym poszedł
już byłem daleko stąd chociaż
nie wiem kim jesteś
przed chwilą cię wymyśliłem
podejrzewam że jesteś w stanie
otworzyć zdanie jak scyzoryk
i wypowiedzieć je swobodnie
jak gdyby gry po których wspinasz się
bez uprzęży i bez psów nie przeszkadzały ci
w udawaniu że tego nie robisz
jesteś alpinistą amatorem
więc skąd możesz wiedzieć
który sąsiad w tym momencie nasłuchuje
wystukując alfabetem morsa każdy twój ruch
jakby nigdy cię tutaj nie było
co gorsza mają rację bo nie słyszą
jak sonda głębinowa pozwalają ci
na ostatni oddech zanim cię załatwią
tak jak kilka innych spraw
Michał Łukowicz
Błogosławieństwo
proszony przez śpiewy
starszych pań z radia
wychodzę przed
blok
podnoszę rączkę
przybijam piątkę
Bogu
podnoszę głowę
zaglądam w oczy
Diabłu
za mały jestem
na wojny
jeszcze tylko
kamień podniosę
i rzucę
ten wiersz to śmierć a nie żarty
ten wiersz to płacz Kubusia Puchatka
ten wiersz to oko andaluzyjskiego psa
ten wiersz to zerżnięty Pinokio
gdzieś w kraju płacze murzyński poeta
bo pobił żonę a wciąż ma głowę na karku
która mu znienacka zaciążyła
i teraz już ciążyć będzie mniej
3
I
Refleks mam świetlny
schowany w kieszeni
przymknij swe oczy
będę cię prowadził
tak jak taksówka
przez miasto zniszczone
i twoich słów
czerwone światła
Zdmuchnij już znicze
z pysznego tortu
niosę ci ogień
sztuczny ale wrzący
iskrami wzejdzie
stalowe ciało
rakieta w las
tropikalny
II
krzyki indiańskie
na tylnym siedzeniu
mrożące lód
w szklaneczce coli
bąbelki gazu idą do góry
nozdrza przyjemnie rozchylasz
skórzane obicia foteli
skórzane obicia skór
stłumione jęknięcia chowanego smyczka
dźwięki naciągów rozwarte do szwów
III
Otwieram okno na deszcze gotowy
zaszyłem się w tobie
nie wyjdę
do jutra
do nocy
księdza
księżyca
do światków Jehowy
nie chcę wychodzić.
dotarłem
dobrze tu
tu dobrze
Wieczerza
obcęgami
wyrwałem sobie
usta
i rzuciłem
na pożarcie
świniom
zjadły je
po chwili
zaczęły mówić
ludzkim językiem
uśmiechnąłem się
i wróciłem
oglądać telewizję
święty obrazek
zagryza pies sarenkę
w centrum miasta w niedzielę
wsuwa jej zęby pod szyję
językiem nacina swe imię
obnaża różową śmiertelność
rozpacz kopytek
zagłusza szum chmur
i brzęczenie słońca.
gdyby kości mocniej waliły w bruk
może jakaś rodzina przerwałaby obiad
albo ktoś spojrzałby smutno
sposobem jakim się patrzy na święte obrazy
ale nawet ona zamknęła oczy
wszystko by zamknęła
najchętniej wybiegłaby z tego wiersza
im więcej słów, tym dłuższe cierpienie.
w centrum miasta
w duszną niedzielę
dokonało się
sarenka od teraz już nie jest sarenką
a pies jeszcze bardziej jest psem.
pozostaje liczyć
że była jedną z tych suk
którym się należało.
Dziąsła
wysłałem swoje zęby
listem poleconym
do dziewczyny, którą
kiedyś kochałem
odesłała mi swoje serce
wielkie tłuste serce
zmieliłem je
bardzo dokładnie
i wysmażyłem
na najczystszej patelni
rozniósł się
zapach malin
potem
te kotlety
rozdałem
głodującym.
Ostatni raz
widziałem ją
kiedy odbierała nagrodę
za całokształt kobiecości
od swojego nowego chłopaka
miała
upięte włosy
uśmiech na twarzy
i naszyjnik z moich zębów.
mistrzowie
mistrzowie
umierają w pokojach hotelowych
leżąc sobie
jak niedopalone papierosy
papierosy uwalane szminkami dziwek
zmęczone słodkimi ustami wrogów
powykręcane łapami wielbicieli
nad ich głowami unosi się dym
który zbierzemy do złotych kadzideł
wdychać będziemy ich jasny zapach
odprawiać tańce we mgle przenajświętszej
usmoleni popiołem złapiemy się za ręce
i zaśpiewamy wesołą piosenkę
a ludzie z oddali będą myśleli
że płonie księżyc
i wyją wilki
zamknięte
zamykają się kwiaty
sklepy zamykają
usta
białe zęby samolotów
wypadają w
noc
nie wierzę tej godzinie
wsypuję kawę
otwieram okna
przeciągam
i robię
czarny krok w przód
trzeszczą pod stopami
czaszki śpiących zwierząt
budzi się syrena
policyjna
mam trzy życzenia
ona – kilka pytań
a wszystko co powiem
zostało użyte
więc pewnie
mnie również
zamkną
nim fusy opadną



