• header
  • header

Uwaga! To jest archiwalna kopia serwisu OKiS | Przejdź do aktualnej wersji -> www.okis.pl

Wiersze z pocztówek

« powrót

Odra 3/2015 -wiersze wybrane w marcu

Dodano: 13.03.2015 12:19

Maciej Kowalewski, Dawid Szkoła

 

 

 

 

 

Maciej Kowalewski

 

Nie widzieliśmy nowego Smarzowskiego

 

Znowu nie poszliśmy na film o nas,

o pijanych zwierzętach

dawno temu w Krakowie.

 

Jesteśmy z żoną zbyt nieśmiali.

Mamy jąkające się nogi, zawroty głowy

do znudzenia powtarzamy,

że wszelkie

ubytki

da się zalepić

pastą ze śliwkowego sklepu

 

 

***

Do koszyka to, o smaku tamtego

i coś dla psa.

Nie mamy przecież psa,

nic się nie zgadza.

 

W domu odkrywamy

wyszczerbiony talerz w kredensie,

znowu jest dziura w aksamitnej podszewce.

 

Zniknął glonojad z akwarium

odchodzą zwierzęta z sąsiedztwa

sierścionośne szczury, koty

opuszczają domy właścicieli

wracają do siebie

 

Poczytaj mi mamo o lisie i kompasie

 

Rudy lis

wziął kompas i ruszył w drogę

na Południe,

żeby odnaleźć wodę,

której nie chcą pić.

 

Już jako fenek dotarł tam,

gdzie parzył w łapy żółty piach.

Gdzie indziej i inaczej mówią „studnia”.

 

Pobielił pysk popiołem złym,

do starej wody prawie wszedł

lecz Północ go zastała

w miejscu, gdzie zaczął swoją podróż.

 

Otyli żyją krócej, no chyba że biskupi

 

Mikołaj odkłada na bok pastorał,

to dobry znak.

Drogie dzieci

w Kościele, co dwie matki ssie

należy słuchać starszych

nawilżać pierścień komu tam

i wierzyć,

jak co roku

w powtórne przyjście z workiem.

 

***

Kongres narratorów

przeczytanych książek

wieczór podgrzewania wina.

Obok mnie

naciągacze kusz,

trwa smoczy miesiąc.

 

W odpowiedzi

na pytania o ciąg dalszy

i życie wieczne

mówię wszystkim:

„Och, raczej tak”, albo

„Och, raczej nie”.

I „och” jest najważniejsze.

 

 

 

Dawid Szkoła

Rick

 

Obejrzeć po raz setny Casablankę

przy okazji wypić zapas alkoholu

 

Idzie przez park nieprecyzyjnym krokiem

w lewej kieszeni ciąży butelka

ciągnie za sobą cień i ból głowy

niespokojnie czeka na wibrowanie telefonu

 

Idzie przed siebie, ale bez celu

 

Siada przy barze i patrzy w telewizor

próbuje sobie przypomnieć ile to dni

taszczy swoje problemy po tym mieście

 

Ze wszystkich barów na cały świecie

ona akurat wybiera te, w których

mnie nie ma.

 

Podsłuchiwacz

 

Jedzie autobusem i podsłuchuje:

chłopiec rozmawiając przez telefon

dowiaduje się o rozwodzie rodziców

cztery razy niemal niemo powtarza:

czyj to pomysł?

 

W największy mróz idzie na targ

kupić nielegalne papierosy

za sobą słyszy dziewczynę, która -

nigdy cię nie kochałam - mówi

a mężczyzna kroczy dalej jakby nic.

 

Najlepszy czosnek, bo polski

tanio koszulki, czapki w promocji

kup pan niemieckie słodycze,

więc słowa się zacierają.

 

Kobieta w sklepie mówi do drugiej

jakbym mogła cofnąć się o dwadzieścia lat

nie urodziłabym tego dziecka i pakuje

proszek do prania, parówki i owoc.

 

On nie chce takich rzeczy słuchać

przecież nawet ściany pękają z czasem.

 

Wraca do domu i to spisuje

liryczne zboczenie człowieka

czekającego na jutro.

 

Noże

 

Rano zmartwiona pytasz, czy żyję

bo śniłaś jak podrzynają mi gardło

kiedy jechałem pośpiesznym autobusem

ale dobrze słyszeć, że tak nie było

 

Otóż fakt, że mnie nie zabili

wcale jeszcze nie oznacza, że

żywy jestem i mam się dobrze.

 

Wiesz, że każdy poniedziałek mam wolny, toteż

skacowany jeździłem od zajezdni do zajezdni.

 

We mnie ciągle ktoś wbija noże.

 

Nieodwracalnie.

 

Marlowe

 

Wleczenie trupa to cięższe zadanie

niż obnoszenie się ze złamanym sercem

 

Tej nocy nie jesteś człowiekiem, Marlowe.

Być może nigdy nim nie byłem.

Zawsze stoję na przegranej pozycji.

To moja specjalność.

 

Bez powodu

 

Z jakiegoś powodu mam dziurę w płucu i

każdy papieros jest wyrzutem sumienia.

 

W środę poszedłem inną drogą niż zazwyczaj

w piątek z kolei mówiłem więcej niż zwykle.

 

Wszystko stało się niespodziewanie,

czyli mniej więcej tak, jak być powinno.

 

Chciałbym żebyś tak myślała, kiedy

do autobusu wsiadasz, bilet kasujesz,

patrzysz na swoje odbicie w szybie,

przekręcasz klamkę i gasisz światło.

 

Śnij dobrze

wstawaj i pracuj

ale, na Boga,

myśl o mnie

kiedy się przebudzisz.

 

***

 

Zostać odrzuconym i porzuconym jednego miesiąca

przez dwie kobiety, pić więc opętańczo po kuracji

antybiotykowej, jak to mówi Piotr: przelewać z Eufratu

do Tygrysu przez trzy tygodnie, następnie usłyszeć

od studentek, że one nie czytają książek, lecz

operują obrazem, wieczorem więc trawa i wódka z K

w jego samochodzie, gdyby tylko lekarka wiedziała,

a rano pobudka obok obcej kobiety, wstać nalać wina

i usłyszeć pytanie: dlaczego jesteś taki chudy,

bowiem umieram ślicznotko, ale może mnie wyleczą.

Pamiętasz Piotrze jak piliśmy od grudnia do marca

tylko z przerwami na moje spotkania z B, kiedy akurat

była daleko od męża, lecz ty dopiero się tego

domyślałeś, to nas nie zabiło, ani następne miesiące

a teraz znowu trafić do szpitala, tam leżeć oraz

palić papierosy za drzewem, dowiedzieć się o leczeniu

polegającym na rocznym braniu antybiotyków, więc

absolutnie zero alkoholu i znowu bronchoskopia,

niby nic nowego dla człowieka, który od lat

zajmuje się zawodowo nicością, ale ubywa mnie

i ich ubywa, a to boli.

 

Nieutulony

 

W szpitalnym pokoju wszystkie kaloryfery

zimne, chociaż już październik,

niezbyt ciekawy ani urokliwy,

tylko mżawka i ponure słońce, więc

żadnego wsparcia ze strony pogody

 

Nieutulony leży pod kołdrą, wpatrzony

w wielki krzyż na ścianie, a pod nim

święte obrazki i żółty liszaj farby,

ciekawa perspektywa, nieutulony czyta

książkę za książką, ale nie zapomina.

 

Wybiega pamięcią w przeszłość, ale nie ma szans

na żadną poprawę, choroba stale postępuje i

rozpada się wszystko wokół niego, pozostaje

czekać, leżeć i wpatrywać się w sufit,

zegara na szczęście w tym pokoju nie ma

 

Nie to żeby chciał wyjść, bo nie ma gdzie

a nawet jeśli by miał, to nie ma po co,

w tym pałacyku jak z taniego horroru

można jakoś wytrzymać, chociaż zimno,

widocznie na więcej nie zasłużył.

 

Omamy

 

Za mało życia, czarny płaszcz pobladł,

przyszło mu zwiedzać czyściec szpitala,

aby po chwili wejść w pierwszy jego krąg,

nie za Beatrycze, nie Magdaleno, nawet

nie za tobą, tylko by znaleźć odkupienie.

 

Współtowarzysze jak drzewa bez liści,

w półmroku korytarza tworzą puszczę,

wychudzone konary, sina kora, korniki

roznoszące duszny zapach śmierci.

 

39 stopni gorączki, drgawki i omamy,

byłem we Florencji i Rawennie, zresztą

z punktu A do punktu B szedłem na piechotę,

poranny żal na tamte wspomnienia.

 

Nie lękam się o przyszłość, lecz o tych,

co przychodzą i odchodzą z ręką drżącą,

jakby zaraz mieli przed sobą egzamin

z ubywania, a nie mają żadnego przygotowania.

 

Za mało życia na tyle grzechów, za mało

dobroci w nim było, choć uważali inaczej,

tak skrywał pęd ku uciechom, tak skrywał

swoje pijackie piosenki przed kobietami,

więc bardziej chory na te noce niż płuca.

 

***

Umierał tak wiele razy

aż stało się to niemoralne

w końcu ile można ubywać

rano wstając po papierosy

 

chciałaś widywać chodzącego trupa

potrafiącego pić wino i kochać

scalić się z upiorem bez nadziei

na zasadzie odwleczonego wyroku

 

już dawno temu powinien się poddać

położyć i umrzeć, ale tego nie potrafił

niezdolny był do tak radykalnych stanów

lecz tylko do przewlekłych chorób