• header
  • header

Uwaga! To jest archiwalna kopia serwisu OKiS | Przejdź do aktualnej wersji -> www.okis.pl

Wiersze z pocztówek

« powrót

Odra 6/2014 -wiersze wybrane w czerwcu

Dodano: 13.06.2014 12:08

Dominik P. Żyburtowicz, Paweł Artomiuk

 

 

 

 

Dominik P. Żyburtowicz

 

 

Dziewczynka z zapałkami krąży wokół domu

 

 

Dziś we śnie wyszedłem do sklepu i zgubiłem drogę.

Wyszedłem na chwilę i zgubiłem dom.

 

Architekcie snów, gdzie podziałeś klucze?

Dlaczego pozmieniałeś ulice i bloki?

 

Z pewnością doniósł na mnie architekt życia.

To on rozpętał ten wymowny wir.

 

Aż w końcu zadzwoniłem do ciebie, najdroższa

i płakałem.

 

Ktoś podpalił skrzynkę na listy

– powiedziałaś –

 

w skrzynce zostawił zapalniczkę.

 

 

2013

 

 

Einstein na plaży

 

 

 

I – Z notatnika Johna Donne’a

 

 

Łodyga życia pcha nas w stronę kwiatu. Przestrzeń

jest głodnym stworzeniem, które karmi się

miłosnym uściskiem. Stąd dziwne przypadki,

kiedy wszystko, co robimy, gna w pocałunki.

 

Nic nie dzieje się przypadkowo. Jakby /życie/

miało drugą świadomość, która kwitnie. Złote

cząsteczki zderzają się w nas – i dzięki temu

maleństwa płaczą bożą pieśń wychodząc na świat.

 

Najdroższa, pytasz, skąd nagle tak wiele szczęścia.

To proste: kiedy łączą się niektóre znaki,

rozszczepia się atom pierwszego grzechu i niebo

klęka nad oddechem. Dzieje się tak raz na tysiąc lat.

 

Bo miłość to głodna gwiazda, kiedy wybucha

jądro planety styka się w snach z naszym światłem.

 

 

Kwiecień 2013

 

 

II - Odyseja kosmiczna

 

 

To dla ciebie, moja najdroższa

od początku roku elektryczne łaziki

zdobywają Marsa. Od kiedy tam są

przesyłają na ziemie bardzo piękne zdjęcia; i któż by przypuszczał,

że aż tyle barw, aż tyle odcieni

ma marsjańska pustynia.

 

Jeżeli świat składa się z atomów, na pewno

właśnie teraz następują zderzenia atomów złotych.

Miłosnych galaktyk. I jeżeli jedna

jest czasoprzestrzeń: to ty jesteś czas,

a ja jestem przestrzeń –. (Spójrz – na plaży

uśmiecha się Einstein. Bierze za ręce Mileve i Else. Maluje ich Michał Anioł).

 

Wyobrażam sobie: rejs skończył się

na górze lodowej. Zatonęli

wszyscy pasażerowie. Potem zatonęły miasta,

zatonęły państwa. Lądy, góry, tory kolejowe.

Teraz niesie nas na falach kosmiczny wiatr.

Kapsuła znika w błękicie.

 

Jeżeli spojrzysz w lewo, zobaczysz przepaść.

Tam łamie się woda i srebrne oceany

przechodzą w wodospady. Czy tu kończy się świat

i zaczyna raj? Jeżeli tak, to ja

jestem Kwiecień a ty jesteś Maj.

 

Spadamy z wodospadu –

                                          A,

niech wali się świat,

bez wątpienia będzie

piękniejszy. Co tam

czeka nas? Pocałunki.

Słoneczniki.

Kwiaty.

 

 

Kwiecień 2013

 

III - Kule tęczowe

 

3 maja w tym małym miasteczku

zamknięte są wszystkie sklepy i knajpy.

Kierowco Peugeota na francuskich blachach,

mówię po raz kolejny, dziś, w tej części świata

otwarte jest tylko moje serce.

 

Za miastem drżą hektary świeżo zasianych pól.

Wiatr od morza bije w las i miesza się z duchami

dzikich zwierząt, które wychodzą z drzew. Czekam

na twój e-mail. Błądzę tu i tam. Jeszcze dzień

jeszcze noc a z ziaren wyjdzie pożar,

wir zboża i słońca. Powiedz, czy często

do spacerujących skrajem lasu mężczyzn

podchodzą stada zajęcy?

 

Czy wiesz, że w tutejszym rezerwacie przyrody,

w najpiękniejszych i najdalszych jego rejonach,

jest czyste jezioro, w którym szkli się niebo.

Mało kto o nim wie, to tam

zanoszę myśli o tobie: stateczki

z papieru płyną po wodzie i znikają w chmurach.

                                                                               Jeszcze dzień, a chmury te

w środku nocy, we mgle,

zapłoną w tęczowe kule i zaczną (powoli,

z czułością) wychodzić z tafli jeziora.

                                                             Aniele,

gdy pisałem te słowa

za moimi plecami przysiadły żurawie

i nasłuchiwały. Po prawej

zające zastygły w kamień. Pobliskie

bajorko zawirowało. Nie,

nie mówię – stworzenia – że gra tu muzyka od słońca.

To jest muzyka od zakochanego człowieka.

 

I wiem, że ty też ją słyszysz, kochanie.

 

Że czujesz. Że czekasz. Bo kiedy wstałem

zwierzęta zniknęły a w Nokie

– jak fala w serce – uderzył twój dzwonek. Cuda.

Cuda. I w drodze powrotnej

po niebie przepłynął Boeing Stearman

z 1933 roku.

                           

                       Więc pomachałem.

 

Zatoczył koło

i odleciał.

 

IV  - Na plaży

 

 

Zupełnie zwariowałem,

żeby stać na skraju klifu i zarzucać wędką w chmury.

Od dawna nie było nade mną aż tylu obłoków.

 

Tam, na dole, gromady delfinów

śmieją się z rybaków,

którzy z nudów opili się wiatrem i jak małże posnęli

na złotym piasku. Pewnie w tej chwili

wyławiają sieci pereł; perły są tak jasne,

że aż tutaj widać w słońcu

rybaków świetlisty sen.

 

A teraz z wydm zerwał się

jeden albatros i dwa tysiące mew

zaiskrzyło na wybrzeżu – znowu

ta myśl: twoje włosy, oczy.

                                             Znalazłem

dziś pocisk z II Wojny Światowej.

Noszę go w kieszeni marynarki,

tuż pod sercem.

 

(Znalazłem też w zaspach czerwony kamień,

jest na nim mapa

do zaginionego świata przyszłych dni.

Nie lekceważ tego – tej mapy

nie nakreśliłem ja, ale wykluło

ją o wiele silniejsze morze).

 

Kim jesteś? skoro w moich snach

tańczysz z dobrymi duchami. One

przychodzą (przychodziły zawsze),

i teraz śmieją się razem z tobą.

 

Jest wietrzne przyjęcie,

 

łąka,

 

słoneczna pogoda.

 

 

Maj 2013

 

 

V – Asteroida

 

 

Mówiłaś o asteroidzie, która pewnej nocy

przeleciała pod księżycem. Aż ludzie wyszli na ulice

i pokazywali palcami. A potem

spotkaliśmy się na imprezie i rozmawialiśmy

o Małym Księciu Saint-Exuperego; któż by przypuszczał

że siedem dni później,

NASA doniesie o dwóch nowych słońcach,

które wybuchły w kosmosie.

 

Czy to za sprawą asteroidy i Księcia

leżymy tu dzisiaj w uścisku?

 

 

Czerwiec 2013

 

 

 

Elegia dla Belmondo

 

 

                             - dla Adama G. -

 

Od trzech dni w okolicy szalały trąby powietrzne.

Spotkałem go na mieście, w godzinach szczytu.

Miał twarz ze snu, dalą przyćmione oczy.

I włosy, siwe włosy jakby trafione piorunem.

 

Byłem zaskoczony. Jakże zmienić się może

ludzka twarz w chorobie. Wystarczy miesiąc.

A potem przyszła myśl, dziwna, piękna myśl,

że winna jest tu miłość, którą stworzył w życiu.

 

Ona była tam, trwała

w różnych miejscach, w różnych kobietach.

A teraz wróciła i pocałowała go w czoło,

wysysając pozostałość.

 

Kilka godzin przed,

miał twarz ugłaskaną żywiołem,

który dobrze sobie oswoił. Albowiem przybyła

po niego nie śmierć, ale miłość!

 

I zaraz po pogrzebie

uciekli w słońce. I ona śpiewała:

To na ciebie, mój książę,

w młodości wołałam Belmondo.

 

2012

Paweł Artomiuk

 

 

 

 

AUTOPSJA

 

Najbardziej śmieszne pragnienie

-to pragnienie podobać się wszystkim.

 

                                             Goethe

 

I

 

wzięło mnie na wspominki

większość

nadawałaby się

do cyrku

kopanie w drzwi

i sen pod drzwiami

awantury

gonitwy

zmysły na wyciągnięcie ręki

 

ratowanie koni

proszki kolorowe

dołek niczym przystań

 

 

pociąg z miejscowości A do miejscowości B

light wysiada w C

 

ile promili miał light

 

II

 

skąd pan jest

 

z Pruszkowa

stolicy dragów i hazardu

z miasta zagubionych diabłów

popalających jointy na ławkach

 

diabeł śpi

dopóki nie podpali pierwszego śmietnika

nie wciągnie pierwszej kreski

nie zaufa

 

w przypieczętowaną

przyjaźń

 

 

III

 

karuzela się

kręci

pełen old school

z dupą

w stronę

przechodniów

wystawioną

z okna pędzącego samochodu

 

IV

 

sąd

 

dzień

dobry

będę

się

bronił

 

niektóre psy

powinno wysłać

się

do Korei

narobili mi lipy na środku miasta

 

pierdolone policyjne seriale

każdy chce być

bohaterem

 

to chore

by pies latał naćpany

i wyżywał się

na dzieciakach

 

V

 

Radom

 

studia dziennikarskie

brało się

hotel

odpoczywałem od Pruszkowa

 

ludzie na poziomie

pili więcej ode mnie

wtedy po raz pierwszy

wlazłem na parapet

 

trzy lata było spoko

później urlop dziekański

 

przed samym licencjatem

nastąpił paraliż

ale jeszcze wrócę

 

 

VI

czasem w kogoś

wierzymy

bardziej niż

w siebie

miałem przyjaciela

myślałem że nic nas nie poróżni

 

opuścił

w najtrudniejszym momencie

znalazł boga wśród pieniędzy

 

sto złotych któreś

jest w niebie

święć

się

imię

twoje

 

VII

szpital to czyściec

człowiek zmierza tam nieprzytomnie

 

przypomina sobie twarze

 

jak to jest umrzeć

w wieku 23 lat

podle

 

ale zmartwychwstać

jest pięknie

 

VIII

Skorosze

balkon z widokiem na Wawę

 

wynajmuję

 

z dwoma kumpelami

chata ponad sto metrów

musiałem paść

w transie

 

coraz bliżej piekła

 

 

Ursus

 

obok

trzy sklepy z dopalaczami

nie mogłem odnaleźć

światła

zanosząc tam każde pieniądze

słyszałem diabły

 

zostało tylko jedno

ostatni list

 

Zalesie Górne

 

zmartwychwstałem kolejny raz

nowy dom

zieleń

obcego miasta

zajęte ręce

 

w tym czasie Tusk

pozamykał ten cały pierdolnik

nie wierzyłem w to

a jednak

 

ostatnio odmówiłem koki

zamawiając wściekłego psa

 

trudno być

całkiem świętym

 

 

 

OSTATNIA WIECZERZA

 

jezus zebrał się

z uczniami przy stole

uczniowie podają

tacę

między sobą

i wciągają

kreski

 

jedziesz piotruś

jedziesz

zaprawdę

powiadam

towar pierwsza klasa

 

piotr wciąga kreskę

odchyla głowę

i krzyczy hallelujah!

judasz przepycha się

łokciami

 

judaszu

czekaj a będzie dane

jeszcze wisisz mi kasę

za towar

 

spoko wodzu spoko

nie pękaj

ogarnę

hajsy do wtorku

 

wszyscy naćpani w trzy dupy

czekają

na przesłanie pomazańca

 

zebraliśmy się

prawdopodobnie po raz ostatni

miałem sen płynął jak krew

ojciec każe mi iść

na odwyk

albowiem wszystko to co nam daje

on nam również

odbiera

 

apokalipsa

skąd teraz

będziemy brać

towar

 

COGNOSCE TE IPSUM

 

łatwy

to mnie dymają

chwytam kartkę

spisuję

kochanków

 

łatwy

już

nic nie czuję

nie pamiętam

może było inaczej

 

ktoś

złapał za włosy

przybliżył podłogę

przybiłem się

echem

 

kapię

z nieszczelnych miejsc

 

łatwy

spisuję

litanię

cielesność

w metaforze

między

nic nie znaczące orgazmy

 

na kolejną

noc

zrobiłem z was kurwy

 

łatwo

zostawię

 

 

*Cognosce te ipsum (łac.) – poznaj samego siebie

 

 

 

LUX IN TENEBRIS

 

Adrianowi

 

Raszyn 7 sierpnia

 

czekam pełen strachu przewracając myśli

z boku na bok każda o tobie

wypełniasz przestrzeń

 

 

na drugą

stronę

nadzy i nieśmiertelni

 

 

droga jak włos

zbudził sen

że znów sam jak pies

 

zapach wczorajszej nocy

pozamykane okna

 

jeśli chcesz

spełnię

twoje obawy

zaczniemy razem ginąć

 

 

Raszyn 9 sierpnia

 

myśli porozrzucane

świadomość

w zlewie

 

połamany od zmartwień

wytyczam mapę

brudnego pokoju

byle tylko do łóżka

przy zamkniętym oknie

alergia na betoniarkę

szpadle

i samochody

 

 

wracasz

wybacz bałagan

 

Raszyn 10 sierpnia

 

jesteśmy na dobrej drodze

odsłonięte firanki

niech patrzą

 

 

będzie trudno

utrzymać

w klatce

 

 

śpisz

twój uśmiech jak rozgrzeszenie

 

w Imię

Ojca

Syna

i Ciebie

 

 

 

ÜBUNG MACHT DEN MEISTER

 

KEIN PROBLEM

tylko u nas!

śmierć

na życzenie

24 h

dzwoń

teraz

666-666-666

 

otwarci na nowe pomysły

dostosujemy się

do wymagań

każdego klienta

 

 

w ostatnim roku

dzięki działalności fundacji

bezrobocie spadło do trzech procent

 

wspieramy środowisko

sadząc drzewo po każdym zgonie

 

Übung macht den Meister (niem.) – praktyka czyni mistrza