Publicystyka
Odra 7-8/ 2015 - Adam Chmielewski
Dodano: 27.07.2015 12:53Adam Chmielewski
BARBARZYŃCY I TROGLODYCI
Polska publiczność kulturalna została niedawno zelektryzowana, choć tylko na chwilę, gdy popularna aktorka i dziennikarka telewizyjna ujawniła, że nie ma pojęcia, kim był Jerzy Grotowski. Swoją niewiedzę ujawniła w rozmowie z popularną aktorką amerykańską Sigourney Weaver, której mąż, Jim Simpson, twórca nowojorskiego The Flea Theater, swego czasu przyjeżdżał do Polski z dalekiej Ameryki, aby zapoznać się z teatralnym dziełem Grotowskiego. Przed bezdenną kompromitacją nie uchroniły jej aktorskie studia w Prywatnej Szkole Aktorskiej Haliny i Jana Machulskich ani londyńskie studia dziennikarskie. Choć posiadła znaczną wiedzę o kinematografii światowej, zwłaszcza wytwarzanej przez Hollywood, to okazało się, że nie ma poczucia obowiązku zapoznania się z przełomowymi rodzimymi osiągnięciami w sferze kultury, podziwianymi przez aktorów amerykańskiego przemysłu rozrywkowego, których ona podziwia.
Przez kilka dni osoba ta była przedmiotem szyderstw, w których celowali jej koledzy telewizyjni. Ich dobrego samopoczucia nie zaburzył fakt, że w tej samej mierze, co ich koleżanka, są oni odpowiedzialni za byle jakie treści i byle jakie formy wypełniające ich programy, szczególnie w zakresie kultury. Ta bowiem, po odpowiedniej sterylizacji, została zesłana do niszowego kanału „Kultura”. Uniwersytet dla mas, jakim stała się telewizja, nie stwarza zapotrzebowania na taką wiedzę i stoi w awangardzie barbaryzacji społeczeństwa.
Omawiany przypadek tylko ujawnił publicznie problem, z którym na co dzień zmagają się nauczyciele w środowisku akademickim. Ukazała się książka właśnie na ten temat: Piotra Nowaka Hodowanie troglodytów („Kronos”, Warszawa 2014). Autor nie owija problemów w bawełnę; boleśnie i szczerze pisze o tym, skąd się bierze obecne kulturowe barbarzyństwo. Wskazuje jednoznacznie na winnego, którym jest stworzony w okresie minionego ćwierćwiecza system szkolnictwa w Polsce. System ten autor określa dosadnym, lecz wcale nieprzesadnym terminem „hodowli troglodytów”.
Tom Nowaka to zbiór jego wypowiedzi o różnym charakterze; ich przedmiotem jest system wytwarzający patologie, jak ta wspomniana na początku. Erudycyjne, wnikliwe i napisane wyborną stylistyką teksty stanowią znakomitą lekturę, choć ich temat: pogłębiający się upadek polskiej kultury – jest przygnębiający. Są to teksty ironiczne, filipiki, gorzkie żarty, emocjonalne tyrady, druzgocące krytyki, klarowne postulaty, szczegółowe diagnozy i propozycje konkretnych reform. Nic dziwnego, że autor, znakomicie zaznajomiony z patologicznymi mechanizmami polskiej akademii oraz ustawowymi dokumentami, rozsiewającymi tę patologię po całym kraju, został jednym z aktywnych członków Komitetu Ratowania Humanistyki Polskiej, toczącego obecnie walkę o przywrócenie godności pracy nauczycielom uczelni, którzy starają się chronić polskie dziedzictwo humanistyczne i kultywować polski język. Pierwsze zdania książki orientują czytelnika w intencjach autora: nie ma lepszego sposobu pognębienia narodu niż poniżenie jego kultury, która zbiorowisko ludzi przeobraża właśnie w naród. Systemem nerwowym kultury i narodu jest nic innego, jak właśnie uniwersytet. Uniwersytet został jednak w krótkim czasie przekształcony w wieżę Babel lub labirynt, w którym, jak pisze Nowak, jego członkowie, studenci w tej samej mierze, co uczeni, błąkają się bez myśli przewodniej.
Autor oddaje głos innym, zarówno przytaczanym przez siebie autorom, jak i kolegom humanistom. Pouczająca jest zwłaszcza zamieszczona w książce rozmowa, w której obok autora udział wzięli Małgorzata Kowalska, Włodzimierz Bolecki, Tadeusz Gadacz i Jacek Migasiński. Znakomitą ilustracją powodów zagubienia jest przedstawiona przez Gadacza obszerna fenomenologiczna diagnoza czynności, do których jest obecnie zmuszany profesor. Pochłaniają mu one tak wiele czasu, że bez zarywania nocy i wykradania godzin własnej rodzinie – o ile ją zdążył w ogóle stworzyć – nie jest w stanie zajmować się tym, do czego kiedyś popchnęło go idealistyczne powołanie, z czego obecnie jest w brutalnie biurokratyczny sposób rozliczany i za co oceniany.
„Babelowatość” polskiej współczesnej humanistyki, o czym pisze Nowak, można objaśnić za pomocą metafory motoryzacyjnej. Oto bowiem, mimo globalizacji współczesnych metod wytwarzania i produktów, można bez trudu zauważyć, że na drogach angielskich przeważają pojazdy rodzimej produkcji. Po drogach francuskich, podobnie, poruszają się głównie pojazdy francuskie, w Ameryce nadal dominują samochody amerykańskie, w Niemczech zaś, natürlich, niemieckie, a w Japonii japońskie. Nawet Hindusi posługują się głównie rodzimymi wytworami koncernu Tata. To swoisty przejaw patriotyzmu ekonomicznego. W Polsce jest inaczej. U nas nie dominuje żadna marka; po polskich drogach poruszają się pojazdy wszystkich istniejących marek. Pod tym względem panuje u nas iście postmodernistyczna rozmaitość. Jedyną dominantą w tej sferze polskiego życia społecznego jest to, że są to w przeważającej mierze pojazdy importowane ze wszystkich stron świata, w których miały sposobność dobrze się wysłużyć, niekiedy zaś ukradzione.
Z ideami humanistycznymi w naszym kraju jest podobnie. Na uczelniach nie istnieje system motywujący do rozwijania rodzimego dorobku w jakichkolwiek naukach, formalnych, technicznych, a zwłaszcza humanistycznych. Wręcz przeciwnie; elementy systemu edukacji wyższej oraz badań naukowych zostały zaprojektowane w taki sposób, aby uwaga nauczycielska i badawcza orientowała się nie na śmiałe i nowatorskie rozwijanie tego, co rodzime i autentyczne, lecz na absorpcję tego, co przechodzone, sprawdzone, a nade wszystko pochodzące z lepszego świata. Zarówno w sferze ekonomii, jak i w sferze idei sami siebie bowiem uważamy za gorszych. Takie przekonania mają moc samospełniającą się. Nic więc dziwnego, że się stało: rzeczywiście staliśmy się gorsi. Obecny system edukacji, zamiast temu umiejętnie zapobiegać, jest oparty na tym przekonaniu zamiast mocy samospełniania się, albowiem zamiast wydobywać nas z zapaści, starannie i sumiennie ją pogłębia. Uczeni polscy zajmują się więc przyswajaniem polskiemu studentowi tego, co wymyślili uczeni amerykańscy, angielscy, francuscy, niemieccy, włoscy, w tej mniej więcej kolejności, zamiast skupić się na wymyślaniu idei i technologii, które mogłyby stać się obiektem zainteresowania całego świata. Fakt, że to potrafimy, poświadczają nieliczne wyjątki. Innymi słowy, pognębienie polskiej kultury jest naszym własnym zbiorowym dziełem.
Praca polskich akademików ma zatem zasadniczo charakter importu towaru wytworzonego i częściowo zużytego w innych kulturach. To dlatego Mariusz Urbanek pisze o polskiej szkole matematycznej jako historii fascynującej, ale już zamkniętej. Jan Woleński o logice szkoły lwowsko-warszawskiej również napisał pracę historyczną, zaś jego próby ożywienia idei tej szkoły zderzyły się z importowanymi ideami i nie przetrwały tego zderzenia. Problem ten ilustruje przytoczony przez Nowaka znaczący fakt: w krajach mówiących po angielsku 90 procent książek to dzieła rodzimych autorów, przekłady z obcych języków zaś stanowią zaledwie pozostałe 10 procent. W Polsce zaś te proporcje są odwrotne, ponieważ czytelnik znacznie chętniej kupi przekład autora zagranicznego niż dzieło rodzimego. Jest to jeszcze jeden dowód na polnische Selbsthass; inny dowód to ten, że marzeniem około 70 procent Polaków jest wyjechać z „tego kraju”. Problem uwalniający polemiczne zaangażowanie Nowaka można uzmysłowić więc jeszcze inaczej: kiedy za sto lat – a więc mniej więcej tyle, ile minęło od powstania szkoły logicznej i matematycznej, która zyskała Polsce sławę międzynarodową – pojawią się następcy Urbanka i Woleńskiego, to już teraz można mieć pewność, iż w obecnej polskiej akademii nie znajdą tak smakowitego tematu do badania, jaki obaj dla siebie znaleźli.
Nowak nade wszystko broni humanistyki i jej miejsca na polskich uczelniach. To wątek pojawiający się w publikacjach wielu autorów na świecie, stawiających opór postpozytywistycznemu myśleniu, które kształtuje świadomość biurokratów zarządzających edukacją na wszystkich poziomach. Jeden z obrońców humanistyki, Alasdair MacIntyre, pisał, że naszym celem winna być obecnie budowa lokalnych form wspólnotowych, w których możliwe byłoby zachowanie dobrych obyczajów oraz życia intelektualnego i moralnego w obliczu epoki nowego barbarzyństwa. Uważa również, że barbarzyńcy nie gromadzą się u naszych granic; oni od pewnego już czasu sprawują nad nami władzę. Sądzi, że rolę takiej małej wspólnoty kultywującej te wartości w obliczu nawały filistyństwa spełnia Uniwersytet. Na pytanie, czy szkoły, które przygotowują młodych ludzi do życia w społeczeństwie, powinny także nauczać filozofii, odpowiedział, że pragnie, aby efektem pracy dydaktycznej szkół było nie tyle dobre przystosowanie uczniów do życia we współczesnym społeczeństwie, co raczej możliwie najdalej idące ich nieprzystosowanie, czyli aby ukończywszy szkoły, opuszczali je wyposażeni w umiejętność wyrażania niezgody na stan współczesnego świata oraz potrafili dążyć do jego naprawy. Albowiem tylko umiejętność krytycznej interpretacji świata pozwala na to, aby skutecznie go zmieniać. Humanistyka powinna mieć zatem miejsce w szkołach i uniwersytetach o tyle, o ile właśnie tak pojętemu nieprzystosowaniu sprzyja. Nic dziwnego więc, że w toczących się zmaganiach o hegemonię akademickie ośrodki opornej myśli są przedmiotem politycznego zamachu. Książkę Piotra Nowaka trzeba docenić nade wszystko za odwagę, jaką trzeba było mieć, aby ją napisać.
Adam Chmielewski



