Nad ksiązkami
Odra 9/ 2016 - Mieczysław Orski
Dodano: 08.09.2016 14:05NIE BĘDZIE POLSKO-NIEMIECKIEJ WSPÓLNOTY…
Magdalena Parys: Biała Rika. Znak, litera nova, Kraków 2016, s. 300.
Magdalena Parys dołączyła do grupy polskich pisarzy, którzy po ucieczce w młodym wieku z Polski – najczęściej w następstwie kryzysu politycznego i kulturowego spowodowanego decyzją ogłoszonego w 1981 roku stanu wojennego – zakotwiczyli w Niemczech, na ogół w Berlinie, choć i Hamburgu czy Bremie. Tam rozpoczęli swe zajęcia twórcze i kontynuują je nadal, i to ze sporym powodzeniem, choć wydają swe nowe książki głównie w Polsce. Co ciekawe i godne uwagi, kilkoro spośród nich związanych jest z mniej liczącym się wcześniej w Polsce jako ośrodek prozy Szczecinem (kiedyś słynącym raczej jako miasto poetów); a wszyscy oni podtrzymują swoje związki z tym miastem – i w formie osobistych kontaktów, i wprowadzając je na karty swoich utworów. Tę grupę prozaików, spośród których znaczące tomy opowiadań i powieści (choć mało docenione we wciąż „scentralizowanej” literacko Polsce) wydali ostatnio m.in. Brygida Helbig i Krzysztof Niewrzęda, zasiliła niedawno Magdalena Parys, urodzona w Gdańsku mieszkanka Berlina, mocno akcentująca swe powiązania ze Szczecinem, czemu świadectwo daje najnowsza jej powieść Biała Rika, bazująca na autobiograficznym materiale.
W pierwszych prasowych omówieniach tej powieści – trzeciej w dorobku Parys – zwracano uwagę na familijno-fantazyjny charakter jej treści, a także na wyraźne skojarzenie losów bohaterki oraz dziejów jej rodzinnego otoczenia z perypetiami autorki. Z podawanych wcześniej przy okazji wydania poprzednich dwu jej powieści dość ogólnikowych not biograficznych dowiadywaliśmy się, że w wieku lat dwunastu Magdalena Parys wyemigrowała wraz z częścią rodziny z Gdańska na Zachód, że spędziła sporą część swojego życia w Berlinie Zachodnim, gdzie ukończyła pedagogikę oraz polonistykę na Uniwersytecie Humboldta, że tam uprawia twórczość. Jak się okazuje, z powodzeniem, o czym świadczy fakt, że jej poprzednia powieść (świetna) Magik uzyskała w ubiegłym roku w Londynie zaszczytną Europejską Nagrodę Literacką. Biała Rika w żadnej mierze nie jest kontynuacją ani Magika, ani debiutanckiego Tunelu; jak się dowiadujemy, była ona owocem namów otoczenia pisarki, by zmierzyła się bezpośrednio z tematem swojej niezwykłej historii życia (Ktoś wpadł na pomysł, że to, co mu kiedyś opowiedziałam, to dobry materiał na książkę…). Trudno jednak ocenić, do jakiego stopnia i w jakiej części mamy tu do czynienia z ową pożądaną przez owego Kogoś prawdą, a w jakim z fantazją. W dodanym na końcu słowie odautorskim Parys co prawda podkreśla, że starała się w swej fabule zmyślać, ile wlezie, ale za chwilę dodaje, że do napisania Riki zainspirowała ją prawdziwa historia… Tyle że ta historia o dwóch rodzinach bardzo luźno powiązanych z sobą – z których jedna, ta właściwa, z której wywodzi się babcia Dagmary Ruth zwana Riką, jest w gruncie rzeczy, jak to się mówi, „przyszywana”, a druga, która wydała Dagmarę, jest prawie w treści nieobecna – zdaje się tu zmyślona rzeczywiście „ile wlezie”… A jest do bólu prawdziwa. Jeżeli dołączymy do tego drzewa-niedrzewa familijnego Dagmary jeszcze historię jej „nietaty” (o rzeczywistym tacie pozostawionym w Gdańsku po rozwodzie przez matkę bohaterki niewiele z książki się dowiemy), a zwłaszcza jej dziadka Karola, który jako przymusowy polski robotnik uciekł z Hamburga do wyzwolonego po roku 1945 Szczecina z jej babką Riką, czyli ówczesną Ruth (… z Niemką do miasta, z którego właśnie wyrzucano wszystkich Niemców…!), to zaczniemy mieć kłopoty z identyfikacją genealogiczną tych wojennych i powojennych zaszłości. Dziadek Karol umrze w Szczecinie w roku 1986 i nie doczeka się ewentualnego odszkodowania za pracę w Niemczech u swojego przyszłego teścia Maksymiliana Korna, tyle że największym jego wynagrodzeniem za krzywdę będzie właśnie Ruth-Rika, wybrana przez niego jedna z dwóch córek Maksymiliana – bo była też Gerda, którą Karol kochał podobnie płomienną miłością. Trudno wchodzić w te wszystkie zawiłości, a jest przecież i wiele innych (próbując je nam wyjaśnić, narratorka co jakiś czas rysuje po kolejnych segmentach akcji gałęzie drzewa genealogicznego Dagmary); w każdym razie mimo tych wszelakich związków – nie będzie polsko-niemieckiej wspólnoty, fundacji i związków rodziny Kornów. Dzieci i wnuki Ruth i Karola nie poznają dziadka Maksymiliana Korna ani Karoliny, ani cioci Gerdzi – ciotecznej babci. Nie poznają też rodziny Karola. Rodzina zginęła. Matka Karola spaliła się żywcem, gdy bomba trafiła w kamienicę. Ojca rozstrzelano, została po nim na Mokotowie plama na murku…
W obydwu poprzednich książkach Parys nie nawiązywała co prawda bezpośrednio do własnych przeżyć – ale wiele jej doświadczeń i obserwacji z lat polskiej młodości i czasów spędzonych za berlińskim murem znajduje odzwierciedlenie w fabułach i ich merytorycznym uzasadnieniu w obu książkach. Tunel żywo rozwija kompleksową, sugestywnie odmalowaną panoramę losów ludzkich na szeroko zakrojonym tle przemian dziejowych społeczeństw niemieckiego i polskiego w końcówce ubiegłego wieku. Wiele postaci przewijających się tu w kilku wątkach ma polskie korzenie; wywodzą się one najczęściej z dawnych niemieckich obszarów Pomorza lub Wolnego Miasta Gdańska albo co najmniej cechują się jakimiś słowiańskimi powinowactwami. Tło dziejowe staje się tu punktem odniesień i inspiracji dla narratora snującego swą opowieść, która jednak, w zaskakujący sposób, w trakcie rozwoju akcji ewoluuje coraz wyraźniej ku konwencji thrillera politycznego. W Magiku, imponującym perfekcyjnie poprowadzoną narracją w stylu thrillera, znakomicie wykorzystanymi narzędziami suspensu, retardacji itp., akcja rozgrywa się na żywo co prawda w rzeczywistości niemieckiej już po roku 1990, ale większość jej wątków wiąże się także z zaszłościami dziejowymi. Głównie tymi, które poprzedzały wielką rewolucję „aksamitną” w krajach bloku wschodniego (nie tylko więc NRD i Polska, ale i Czechosłowacja, Bułgaria znajdują się tu w centrum uwagi) – i które rzutują dalej na teraźniejszy stan, powiedzmy delikatnie, nie najlepszej demokracji w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Wprawdzie uwadze narratora podlegają przede wszystkim utajeni postkomuniści i postagenci byłej NRD i Bułgarii, ale różne wątki bogatej powieściowej intrygi polityczno-kryminalnej dotyczą całej wspólnoty dawnych sojuszników tej części Europy. Treść odnosi się do, jak dowodzi narrator, najsprawniej organizowanych przez służby specjalne eliminacji dysydentów w końcówce XX wieku, nad którymi czuwał inspirator i koordynator całej akcji, Christian Schlangenberger, najbardziej czarny charakter Magika, ukrywający swoją przeszłość agenturalną w NRD prominentny, wpływowy we wschodnich landach RFN polityk.
Treść i forma Białej Riki, jak zauważyłem, mocno odbiega od koncepcji i stylu dotychczasowych powieści Parys – ale i tu wyczuwalne są podobne intencje autorskie. Mianowicie przede wszystkim zamysł wyrażenia tego, co się przeżyło na styku historii dwóch państw i dziejów dwóch rodzin – czyli spisania w kształcie artystycznym konkretnej, nie podręcznikowej, prawdy czasów, które dalej odgrywają ważną rolę w życiu Dagmary (zatem i autorki) i żyjących członków jej rodziny. Nowych odcieni nabierają dzięki temu niektóre elementy historii narodów polskiego i niemieckiego – te żywe w naszej zbiorowej pamięci i w konkretnych konsekwencjach, a do tej pory skromnie i dość przypadkowo opisane w naszej prozie XXI wieku.
Mieczysław Orski



