Nad ksiązkami
Odra 12/2015-Jacek Łukasiewicz
Dodano: 21.12.2015 12:55MŁODY PARNICKI
Teodor Parnicki: Trzy minuty po trzeciej, Powieść egzotyczno-sensacyjna, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2015, s. 358 + 38 nlb. (zawierające ilustracje).
– No, panowie – rzekł Gusiew i dziki uśmiech ukazał się na jego wycieńczonej chorobą, upiornej niemal twarzy. – Tak pisał młody Parnicki, przedstawiając fanatycznego agenta GPU, a jego powieść Trzy minuty po trzeciej drukowana we „Lwowskim Kurierze Porannym” pomiędzy lipcem a grudniem 1929 roku, pisana dla zarobku, z odcinka na odcinek – właśnie po raz pierwszy się ukazała w książkowej edycji. Akcja toczy się w roku 1927 w Mandżurii, Chinach i Związku Sowieckim. Czegóż tu nie ma. Jest japoński sąd kapturowy, zamaskowani sędziowie rzucający sztylety. Są tajemnicze lochy i zapadnie. Walka wywiadów. Jest sentymentalny, łzawy obrazek, jak z Rodziewiczówny. Ale też są psychologiczne złożone (choć tylko naszkicowane) postacie kobiece. Jest wielka polityka – konkurencja Japonii, Chin i ZSRR o opanowanie kolei wschodnio-chińskiej. Biali rosyjscy emigranci, walczący niedawno pod Kołczakiem i Denikinem, służą jako najemnicy w „oddziałach pomocniczych” w armiach mandżurskiej (wspieranej przez Japończyków) i chińskiej, czekając na sposobną chwilę, by wrócić i walczyć w ojczyźnie. Są krwawe zbrodnie bolszewików. Portrety komunistycznych fanatyków oraz udających fanatyzm oportunistów. Ale także mamy sceny batalistyczne, bitwy potyczki, kalki to z Sienkiewicza czy Ałdanowa. Są skomplikowane intrygi szpiegowskie. Stylistyczne wpadki i stylistyczne błyski. Opisy Harbina, wówczas „Paryża Dalekiego Wschodu” oraz sowieckiego Władywostoku, który Teodor Parnicki poznał był wcześniej jako dziecko w szkole kadetów. Klasztor buddyjski i dancing w Szanghaju, gdzie tańczy się w rytmie modnego „cza-cza-cza”. Sobowtóry i happy-end, jak należy, piękna, uboga i cnotliwa pieśniarka Tanieczka z białym oficerem Flaginem biorą ślub w harbińskim prawosławnym soborze św. Mikołaja...
Wszystko to w tej gazetowej powieści, pisanej bez dystansu, szczerze szczerością młodego ambitnego człowieka, który chciał tu wykorzystać swoją wiedzę, zdolności, umiejętność czerpania z różnych konwencji i rozwiązań stylistycznych. A jednocześnie swoje doświadczenia (dla czytelników gazety egzotyczne), znajomość Mandżurii, Harbina, w którym dorastał. W postaci pięknego blondyna, Flagina, odważnego, czułego na kobiece wdzięki „białego” oficera stworzył rodzaj autoportretu z marzeń. Flagin po ślubie z Tanieczką za japońskie pieniądze (nagrodę za odbicie tajnych dokumentów) kupił hacjendę w Argentynie i żył szczęśliwie, lecz gdy tylko dowiedział się o możliwości walki na Dalekim Wschodzie, która mogła dopomóc w odebraniu komunistom władzy w Rosji, bez wahania rzuca rodzinne szczęście, i spieszy na front, jak spieszył pan Wołodyjowski. Takie musiały być marzenia małego Teodora, wojennego dziecka, kształconego na wojskowego, który, tak jak jego rosyjscy rówieśnicy, zazdrościł starszym od siebie, że mogli z bronią w ręku walczyć chwalebnie. A potem przyszło polskie gimnazjum, przemiany tożsamości narodowej, Sienkiewicz, Słowacki, studia we Lwowie.
Wszystko jeszcze mogło się wydarzyć. I, jak wiemy, wydarzyło się, zarówno w polityce światowej, jak i w losie Parnickiego, przyszłego sowieckiego więźnia, a potem na krótko –układ jałtański to sprawił – polskiego dyplomaty. Po Harbinie i Lwowie nastąpił pobyt w Mieście Meksyk. Wiele wydarzyło się też w losach Parnickiego-pisarza, który tworzył swoje splecione z wielu wątków ogromne dzieło przez wiele lat, aż do samej śmierci, chcąc w nim objąć tyle, ile się da, jeśli nie – wciąż rozszerzające się, umykające – wszystko.
Powieść Trzy minuty po trzeciej zapewne można czytać dla niej samej, poczuć się w trakcie lektury, jak na nieco staroświeckim filmie kina akcji. Można powieść tę przecenić albo też nie docenić, odrzucając ją jako szmirę. Ktoś, kto po lekturze tej sensacyjno-egzotycznej powieści sięgnie po którąś z następnych tego autora, dajmy na to po Nową baśń czy Muzę dalekiej podróży, będzie całkiem zdezorientowany i po paru stronach zaprzestanie lektury. A może nie zaprzestanie i ta sensacyjno-egzotyczna powieść posłuży mu jako wprowadzenie do trudnego dzieła?
W dojrzałych powieściach jej autora nie znajdziemy już batalistyki; żołnierski duch w nim nie zagości. Nie będzie sentymentalnych obrazków ani opisów wnętrz, pejzaży, zabraknie rodzajowych wielkomiejskich scenek czy zewnętrznych opisów postaci. Zostaną niektóre motywy czy obsesje, jak fascynacja bosymi kobiecymi stopami. Zostaną złożone psychologiczne portrety kobiet i mężczyzn (ich zadatki znalazły się w debiutanckiej powieści), ukazywane w fabularnych uwikłaniach, przy zawsze wątpliwej tożsamości tych postaci. Zostaną skomplikowane intrygi polityczne, tajemniczość osób, maski i role. Zostanie walka wywiadów, zmowy i spiski. Są w Trzech minutach po trzeciej także stereotypy rasowe (np. wszyscy żółci Chińczycy są z natury tchórzliwi, wszyscy zaś rosyjscy „biali” są odważni i waleczni. Wystarczy ich kilkudziesięciu na to, by wielotysięczna armia zmieniła swój charakter i mogła przeciwstawić się jeszcze większym siłom nieprzyjaciela). Ale już w tej pierwszej powieści pojawia się w tle postać mieszańca, która potem zawładnie sercem i umysłem pisarza. Badane będą wielkie ponadnarodowe wspólnoty: pax romana, średniowieczne papiestwo, wreszcie międzynarodowe porozumienie klerków, intelektualistów ponad podziałami. Ta ostatnia idea okazała się chyba najtrwalsza. Jest wreszcie jeszcze – na prawach literackiej fikcji – ogromna międzynarodowa wspólnota, jaką ma stworzyć własna historyczna, globalna narracja rozłożona na łączące się między sobą cykle powieściowe. Szybką akcję zastąpi zwolnione tempo rozlicznych dysput (potem także „międzyepokowych”), wewnętrznych monologów, dialogów, konfrontowanie sprzecznych racji. Świat przedstawiony przestanie być jasny, a czytelnicy zostaną w ów niejasny świat wciągnięci, aby wraz z „naczelnym narratorem” w owym niezmiernie skomplikowanym świecie, zawsze gorliwie i zawsze daremnie, starać się jasność odnaleźć.
Jest jednak w sensacyjnej narracji debiutanckiej powieści coś istotnego, co potem nie zostanie podjęte: to, co dzieje się w tamtej współczesności, a nie przeszłości, na którą już nie mamy wpływu. Wielka bieżąca polityka, sojusze i nadzieje ogarniające powieściowych bohaterów, autora i czytelników. Jeszcze wtedy Czang Kai Szek był sojusznikiem Sowietów. Japonia w Mandżurii powstrzymywała południowo-chińskie dążenia. Stany Zjednoczone szukały swojej strefy wpływów. Kształtował się nowy globalny układ. I owo ciśnienie, doświadczane także przez młodego autora, w tej powieści się czuje. Globalny układ, jak przekonaliśmy się w ciągu minionych od pierwodruku Trzech minut po trzeciej lat – obfitych w konflikty z II wojną światową na czele – zawsze powstaje, nigdy się nie ustala. Kiedy piszę tę recenzję, wielkie i nowoczesne chińskie okręty wojenne z pierwszą, kurtuazyjną wizytą właśnie zawinęły do portu w Gdyni.
Powieść Trzy minuty po trzeciej została świetnie wydana. Kompetentny, niedługi i przejrzysty wstęp, potrzebne czytelnikowi przypisy wyjaśniające polityczne realia, wreszcie kilkadziesiąt fotografii ze „zbiorów mandżurskich” w Książnicy Pomorskiej zawdzięczamy badaczowi twórczości Teodora Parnickiego, Tomaszowi Markiewce; Tomaszowi Lecowi zaś prawdziwie znakomite opracowanie graficzne.
Wyszedł dziennik pisarza (pisany w latach osiemdziesiątych), tomy jego korespondencji. Oficyna Noir sur Blanc wcześniej wydała pozostawione w rękopisach Opowieść o trzech metysach oraz niedokończoną Ostatnią powieść, teraz zaś starannie i pięknie opublikowała początek powieściowych dzieł Parnickiego. Czy jednak inne jego utwory, zwłaszcza główne cykle powieściowe coraz mniej dostępne – doczekają się reedycji?
Jacek Łukasiewicz



