Nad ksiązkami
Odra 7-8/ 2015 - Michał Jagiełło
Dodano: 27.07.2015 13:12Magdalena Grochowska: Strzelecki. Śladem nadziei. Seria: Autorytety. Świat Książki, Warszawa 2014, s. 638.
Kolejna książka Magdaleny Grochowskiej, autorki m.in. głośnej, nagrodzonej przez „Odrę” monografii Jerzy Giedroyc, to imponujący owoc talentu pisarskiego i rzetelności badawczej. Strzelecki. Śladem nadziei jest opowieścią o fascynującym człowieku, którego życie i twórczość ukazane zostały na tle dramatycznych wydarzeń historycznych, wstrząsów politycznych, w których uczestniczył – czynnie lub biernie. To lektura do intelektualnego i moralnego przeżywania dla czytelników, którzy, zastanawiając się nad codziennym życiem tu, w kraju, po zakończeniu wojny, nie apoteozują wzorca „żołnierzy wyklętych”.
Jan Strzelecki (1919-1988), humanista i myśliciel, doczekał się znakomitej biografistki. By zatem rzetelnie omówić tę solidną, a zarazem intrygującą literacko pracę; musiałbym pochylić się nad dziesiątkami występujących tu ważnych autorów, przytaczać setki zdań odmalowujących postać Jana i jego losy… Wśród tej misternie utkanej tkaniny są też i fragmenty rozmowy Magdaleny Grochowskiej ze mną, i to nie tylko o górach, co mnie prawdziwie wzrusza i onieśmiela. Jest przecież tak wielu innych – bardziej niż ja związanych z twórcą eseju O socjalistycznym humanizmie i Niepokojów amerykańskich czy Prób świadectwa. Znalazłem się w tej opowieści zapewne, formalnie rzecz biorąc, ze względu na swoje uwikłanie w PZPR, choć przypuszczam, że dla Janka bardzo ważne były moje związki z Tatrami, alpinizmem, ratownictwem górskim. Wspierał mnie w tych moich działaniach mądrze i ciepło na stanowisku zastępcy, a potem pełnego naczelnika Grupy Tatrzańskiej GOPR. Doradzał na tym, jak mawiał: „wysuniętym dyżurze” w urzędach w Warszawie w sprawach TOPR; cieszył się z kolejnych uzupełnionych wydań Wołania w górach, ale także z napisanej przez mnie pracy o pierwszym okresie istnienia „Tygodnika Powszechnego” – na tle katolicyzmu okresu międzywojennego. Wędrowaliśmy w Tatrach po Reglach; kiedyś przeszliśmy w trójkę – z Tomaszem Łubieńskim – klasyczną drogę na zachodniej ścianie Kościelca. Pozostało we mnie wspomnienie tego pogodnego, harmonijnego dnia spędzonego z przyjaciółmi, chociaż podczas zejścia z Hali Gąsienicowej oni obaj „obrabiali”, jak pamiętam, powstanie warszawskie. Potem spotykałem się z nim już to w przerwie robót wysokościowych, już to w redakcji warszawskiego „Przeglądu Powszechnego”. Promieniał – takim go widzę czasem – gdy okazało się, że z redaktorami tego miesięcznika, wybitnymi jezuitami – o. Stanisławem Opielą SJ, o. Grzegorzem Schmidtem SJ – bywam na wspinaczkach nad Morskim Okiem. Ale dochodziło i do różnic zdań, choć niekoniecznie do utarczek słownych. Otóż Janek uważał, że przy moim, jak postękiwał, zmyśle organizatorskim i wyczuciu społecznikowskim nie powinienem zdecydowanie odrzucać ówczesnej współpracy z Partią, gdyby kiedyś-coś… Z kolei mnie szczerze zdumiewało jego „zapadanie się” w Jana Pawła II. Także i tę kwestię szerzej objaśnia monografia Grochowskiej.
Michał Jagiełło



