Felieton
Odra 10/2016- Jacek Łukasiewicz
Dodano: 20.10.2016 12:53Notatki literackie
Jacek Łukasiewicz
GROCHOWIAK, JEGO LESZNO
1. Nowy rok szkolny. Dzieci powędrowały do klas, a starszy człowiek uczy się przez całe życie.
2. Drugiego września minęło 40 lat od śmierci Stanisława Grochowiaka. A 71 odkąd we wrześniu 1945 roku spotkaliśmy się w tej samej szóstej klasie szkoły powszechnej przy placu Metziga w Lesznie. Jedenasto- i dwunastolatkowie mieliśmy różne doświadczenia. Jedni zostali w Lesznie po przyłączeniu do Reichu, inni wrócili z wysiedlenia, jeszcze inni przybyli gdzieś „zza Buga” albo zza dalszych rzek. Staszek w piwnicach na Hożej przeżył powstanie warszawskie, w którym brało udział jego starsze rodzeństwo. W czasie wojny dzieci chodziły więc do różnych szkół albo nie chodziły wcale, niektóre były uczone w domu. Teraz rozpoczęła się prawdziwa nauka. To, że przeznaczeniem Staszka jest poezja, objawiło się później. Wcześniej raczej rysował, uczył się gry na fortepianie. Poważnie o wierszach zaczął myśleć w liceum. Po niecałej dekadzie stał się głośnym poetą. Jego wiersze z tomów Menuet z pogrzebaczem (1958) i Rozbieranie do snu (1959) deklamowano z entuzjazmem, uznawano za głos pokolenia roczników trzydziestych, które po wojennym dzieciństwie czekał surowy szkolny program stalinizmu. Po roku 1956 nadszedł okres swobody, choć nadal o różnych sprawach z życiorysów rodziców i własnych doświadczeń nie wolno było mówić, nawet przyjaciołom.
40 lat minęło od jego śmierci, a dopiero teraz mają po raz pierwszy wyjść jego wiersze zebrane. Niedawno napisałem wstęp do owej dwutomowej edycji (tom pierwszy wiersze z tomików, drugi – z czasopism i rękopisów). Wcześniej przeczytałem po kolei wszystkie tomiki: od Ballady rycerskiej po Haiku-images. Uświadamiałem sobie, jak starannie były one komponowane i przypominałem dawne moje (nasze) lektury, kolejne wstrząsy polityczne w PRL, fakty z biografii poety. Odezwała się też moja dawniejsza znajomość tych wierszy, a jednocześnie uświadamiałem sobie, że dziś, na nowym etapie życia, w innej rzeczywistości cywilizacyjnej, duchowej, politycznej czytam je inaczej.
Wśród wielu już interesujących, często odkrywczych książek o Grochowiaku, by wymienić dawną książkę Piotra Łuszczykiewicza i późniejsze Beaty Mytych-Forajter, Michała Nawrockiego, Anny Róży Burzyńskiej – większość to odczytania synchroniczne. Po przykłady autorzy sięgają równie dobrze do juweniliów, jak i do wierszy napisanych na krótko przed śmiercią. Jest to dla nich dzieło spójnej poetyckiej wyobraźni, jakby jedna tkanina, wzbogacana, zmieniana, ale o wzorze już widocznym, ledwie zaczęła się wyłaniać. Czy to będą wiersze miłosne, erotyczne, czy poszukiwania metafizyczne, bunt przeciw niesprawiedliwości śmierci, dopuszczeniu zła. Bogu, z którego wysłannikiem, a może z Nim samym, trzeba walczyć, jak walczył Jakub z Aniołem (stały to motyw tej poezji). Są w tej tkaninie nici jaskrawe – wiersze wykrzyczane, ale zawsze z zachowaniem jakiegoś autorskiego dystansu, osiąganego przez stylizacje albo teatralizację, albo poprzez nawiązania do dawnych dzieł sztuki. I tony subtelne, delikatne obrazy, złożone ze śladów, „powidoków”. To także opanowanie tradycyjnych miar wiersza, przekształcanie ich, łamanie jedenastozgłoskowca, który toczy się jakby w tle, drugim rytmem, pod ekspresywnym, wyrażającym gwałtowne emocje podziałem na krótkie linijki. Tak to wszystko układa się w nowy wzór, doskonale pasujący do zamysłów interpretatora. Do nowej logosfery i ikonosfery w świecie komputerów i filmików, które każdy w każdej chwili może sobie wykonać telefonem komórkowym.
Moja relektura tej poezji musi być inna. Czytam wiersze, nad których formą poeta panował i których odbiorem się cieszył. I późniejsze, nieraz głębsze i wspanialsze, jakby rozdarte, nieopanowane, jakby inaczej konieczne. Czytam od nowa, chcę to zapisać… W końcu to moja lektura jest ważna, moje przeżycie, rozumienie (wciąż w formie niedokonanej), bo wiem, że jest to także rozumienie (nie „zrozumienie”) mnie samego. Może uda mi się to ułożyć, oświetlić mną dzisiejszym. Przecież – myślę – jestem dużo starszy (może i trochę bogatszy?), niż byłem przed czterdziestu laty.
3. Leszno 12 września 2016. Z pewnością miasto wypiękniało, zwłaszcza stare centrum, ulica Bolesława Chrobrego; uliczki („gazki”, jak tu mówiono) są wyremontowane, niektóre zmieniane w promenady. Są nowe lokale, siedzimy w kawiarnianym patio przy Zielonej, z Olą i Pawłem, dziećmi Staszka. Parę ulic dalej, przy ulicy Lipowej bawią się jego prawnuki. Bezsensownie rozebrano jego rodzinny dom, wybudowaną przed wojną piętrową modernistyczną willę z ogrodem przy ulicy Święciechowskiej. Atmosferę tamtego domu odczułem nie tylko ja, ale i inni nasi przyjaciele. Była to dobra atmosfera wpierw zabaw, potem nauki, świeżych pomysłów, różnorodnych gier, rozmów o książkach i filmach. Twórcza atmosfera, bo Staszek umiał skupiać wokół siebie osoby o różnych zainteresowaniach, tworzyć grono przyjaciół, zespół. Potem jako redaktor, we Wrocławiu, w Warszawie postępował podobnie… Wielu z tamtego leszczyńskiego towarzystwa już nie żyje: Tolek Krupkowski, potem fizyk na Uniwersytecie Warszawskim, trochę poeta i autor książki o nas z tamtych lat Ten piękny dzionek; Michał Kaczmarkowski, filolog niderlandysta późniejszy profesor KUL, Feliks Przybylak, profesor germanistyki we Wrocławiu. Jurek Jastrzębski, także fizyk, emerytowany profesor mieszka w stolicy. A Staszek Kuźniak przyrodnik, miłośnik ptaków jest tu, siwy i z laską – zamiłowania swoje przekazywał pokoleniom uczniów leszczyńskich szkół średnich. To zaskakujące, ilu z nas poszło potem „w profesory”, jakby wbrew późniejszym wyborom naszego gospodarza, ale także w jakiś sposób pod wpływem ówczesnej atmosfery naszych spotkań. Teraz obaj ze Staszkiem Kuźniakiem jesteśmy tutaj na wręczeniu nagród dwunastej już edycji konkursu literackiego im. Stanisława Grochowiaka. Występują jurorzy: Sergiusz Sterna-Wachowiak, prezes SPP, i Mieczysław Orski, naczelny „Odry”. Prezydent, dyrektorzy, prezesi. Laureaci z różnych stron kraju czytają fragmenty nagrodzonych utworów. Za chwilę zaśpiewają artystki z zespołu Bez Ram.
Tak, Leszno cieszy się Staszkiem. Oczywiście nie ciągle, nie stale, ale chwilami, i cieszą się pewnie także ci, którzy nie czytają jego wierszy ani innych utworów, nie oglądają jego sztuk. Wkrótce na placu Metziga, tam, gdzie poznaliśmy się przed tylu laty, ma stanąć jego pomnik. Kiedy te notatki ukażą się drukiem, pomnik już zapewne będzie stał. Podobno ma to być Staszek wyprostowany, w płaszczu, idący. Kiedy przed paru miesiącami usłyszałem o tym zamiarze, wydało mi się to bardzo dziwne: Staszek na pomniku… w Lesznie… A potem: co on by na to powiedział?… Myślę, że byłby zadowolony, gdyby wiedział, że po tylu a tylu latach będzie monumentem pod starymi drzewami, na tym szacownym placu, przy którym są dwie szkoły i jeden wspaniały architektonicznie stary kościół św. Krzyża. Pomniki można czcić i składać pod nimi kwiaty, to jedna ich funkcja. Spiżowy Staszek poczuje się wtedy uroczysty i oficjalny. Lepiej go nie widzieć w tych rolach. Może zechce „urzędowo” przemówić, ale głos mu został odjęty. I dobrze. Bo jest jeszcze inna funkcja pomników, codzienna, zwykła. W Lesznie są pomniki wielkiego Czecha, pedagoga i nauczyciela w tutejszej szkole Braci Czeskich, Komeńskiego (Komeniusza) i również jak Komeński żyjącego w XVII wieku uczonego Szkota, Jana Jonstona, który też się niegdyś schronił do Leszna, przybytku różnych wiar i narodów. A teraz będzie Grochowiak. Leszno będzie cieszyć się Staszkiem, uczniowie sąsiednich szkół będą pod tym kroczącym poetą przysiadać, zawieszać mu na szyi klubowe szaliki, ryć czy bazgrać inicjały zakochanych. Znów młody Staszek będzie mógł skupiać, łączyć, sprzyjać różnym uczuciom, zainteresowaniom i tak oddziaływać na następne generacje, i następne.
Wcześniej, kiedy dochodziliśmy do ratusza, na rozpalonym upałem (niezwykle upalny to wrzesień) rynku zobaczyłem manifestację. Młode dziewczyny z transparentami, fotografiami na kijkach, jedna ze sporym mikrofonem. Stoją malowniczą grupą, mówią dobitnie, chwilami głośno krzyczą… Widok to w tym roku politycznym dobrze znany. Zachowują się tak, by były widoczne, aby je słyszano, a tu przechodzi i prezydent Leszna, i różne władze, i laureaci konkursu przybyli z rozmaitych stron. A te dziewczęta, licealistki mówią i krzyczą do nich, do nas wierszem z Ballady rycerskiej, Menueta z pogrzebaczem, Rozbierania do snu. Ich Grochowiak jest dobitny, zbuntowany, erotyczny i polityczny… Stoję i patrzę z niewątpliwą przyjemnością, słucham z uwagą. To przecież te same teksty, które tak podniecały młodych pod koniec lat pięćdziesiątych. Za parę, paręnaście lat niektóre z tych dziewczyn, jeśli wrócą do wierszy Staszka, zobaczą ich dramatyzm i odczytają niepewność losu i spotkają role, które dziś przyjmują za oczywistość (także swoją), a pod którymi kryją się komplikacje. Uczę się na nich właśnie.
Jacek Łukasiewicz



