• header
  • header

Uwaga! To jest archiwalna kopia serwisu OKiS | Przejdź do aktualnej wersji -> www.okis.pl

Felieton

« powrót

Odra 11/2015 - Urszula Kozioł

Dodano: 18.11.2015 11:27

O NOSOROŻCACH W POLITYCE

Są politycy, którzy bez oglądania się w prawo ni w lewo, przekonani jedynie o swojej racji, prą przed siebie bez względu na to, czy sterczącym rogiem zaryją w pień stojącego im na przeszkodzie drzewa, czy fikną kozła, jeśli rąbną w nieprzewidzianą wcześniej próżnię. Zachowują się, jakby mieli klapki na oczach odgradzające ich od tego, co na uboczu, albo co powyżej, co stabilne, a nagle i nieoczekiwanie nabiera galopu – jak to bywa z obecnym kontekstem zewnętrznym, który urwał się ustaleniom i regułom, wymuszając zmianę strategii. Ale oni nie tylko sami niewzruszenie trzymają się sztywno obranego kursu, ale także tych, którzy potrafili ocenić sytuację i dopasować do pulsów dnia elastyczne normy, oskarżają o zdradę narodu i oszukiwanie społeczeństwa. Jaskrawą egzemplifikacją takich zachowań może być u nas np. stosunek do spraw uchodźców pani Szydło i pani Kopacz. Tymczasem jest czymś oczywistym, że kiedy kontekst zewnętrzny jeszcze do niedawna był stosunkowo stabilny, można było przyjąć, że Polska przyjmie około 2000 uchodźców. Ale pod koniec września zaczął się istny galop związany z problemem uchodźców. Punktem kulminacyjnym stały się wydarzenia na budapeszteńskim dworcu oraz fotografia zwłok dziecka jednego z uchodźców, wyrzuconych przez morze po zatonięciu łodzi, którą uciekała cała rodzina. Wydarzenia te przechyliły szalę na rzecz współczucia dla uchodźców, w połączeniu ze słowami papieża Franciszka i jego podpowiedzi, w jaki prosty i humanitarny sposób można rozwiązać te problemy, już w dzień potem obudziły serca i sumienia wiedeńczyków i Niemców oraz mieszkańców nie tylko naszego kontynentu. Gościnne otwarcie ramion dla przybyszów zmuszonych do ucieczki przed bestialstwem ich dręczycieli spowodowało istny exodus tych,, którzy natychmiast potrzebowali ratunku. Ta sytuacja siłą rzeczy wymuszała na myślących politykach korektę początkowych założeń dotyczących tego, ilu uchodźców w tej nowej sytuacji zdołają udźwignąć poszczególne kraje Europy. Rzecz ciekawa i nie pierwszy już raz dostrzeżona przeze mnie – im bardziej powiązane są z Kościołem prawicowe gremia, tym większa, bardziej agresywna nietolerancja i egoizm. Słowa i tego papieża, i tamtego, naszego, odbijają się od nich jak groch od ściany. Kiedy Jan Paweł II opowiadał się energicznie przeciw wojnie w Iraku (było oczywiste, że przewiduje ponure konsekwencje działań, które mogą się przeobrazić w wojnę religijną i jej nieobliczalne następstwa) – słyszałam od ludzi, skądinąd prawych i zacnych, że papież się myli, że jest stary, że w tej materii nie ma rozeznania. Także i obecny papież od wielu jakoś tak dziwnie wierzących ludzi odbiega swoimi wypowiedziami wygłoszonymi i teraz, i jeszcze wcześniej, kiedy specjalnie udał się na Lampedusę, włoską wyspę, która stała się pierwszą ostoją dla uchodźców. Agnostycy i ściśle nie związani z tym czy innym kościołem ludzie okazują się bardziej tolerancyjni, wolni od fobii, uprzedzeń i przesądów od pozornie bogobojnych, ale płytko, płyciusieńko bogobojnych.

Zatem – wyniosłe karcenie w obecnej sytuacji tych, co potrafili realnie i elastycznie podejść do palących i nagle uwyraźniających się problemów, budzi zdumienie.

Pani Szydło przywiązana wręcz do mantry, że premier Kopacz dopuszcza się oszustwa i zdrady narodu przez to, że zamiast pierwotnie ustalonej liczby przyjęć 2000 uchodźców teraz powiększa ich liczbę do ponad 10000, nie najlepsze wystawia świadectwo samej sobie. Dowodzi, że nie potrafi samodzielnie rozpoznać zmieniającej się drastycznie sytuacji wymagającej natychmiastowej korekty strategii. Dowodzi, że jest jej obce myślenie elastyczne, dostosowane – wcale nie do wierności na umór poprzednim mniemaniom własnym, ani do wierności na umór innym członkom grupy wyszehradzkiej, tylko wierności – w rozumnych granicach! – unijnej wspólnocie, spójności z programem Unii i naszymi zobowiązaniami podjętymi we własnym przecież interesie. No i wierności elementarnemu poczuciu przyzwoitości zgodnie z ewangelicznym drogowskazem: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. W tym przykazaniu nie dostrzegam ani jednego słowa na temat, że naszym bliźnim jest wyłącznie wyznawca tej samej religii.

Tak czy owak odnoszę wrażenie, że pani Szydło trzymająca się sztywno partyjnych ustaleń strzeliła sobie w stopę.
 

Więcej w listopadowym numerze miesięcznika "Odra".