Eseistyka
ODRA 10/2016 - Pietro Citati
Dodano: 20.10.2016 12:37Pietro Citati
CZŁOWIEK, POLOWANIE, MIT
Głównym bohaterem Cacciatore Celeste (Niebiański myśliwy), ostatniej książki Roberta Calassa (wyd. Adelphi), jest człowiek metamorfozy, który mieści w swoim wnętrzu wszelkie potencjalne przemiany jednostki i świata. Autor sądzi, że literatura epoki nowoczesności (najbardziej wszakże metamorficznej w historii) utraciła dar przemiany i ów dar znalazł schronienie w snach. Z przekonaniem i uporem pragnie, by ożył on w jego książkach, mających coś wspólnego z jego wielkimi snami. Calasso wzoruje się na Owidiuszu; ten prowincjusz z dobrej rodziny, który przybył do Rzymu w poszukiwaniu szczęścia ogromnie mu się podoba. Czyta zachłannie jego arcydzieło: Metamorfozy, usiłuje go nie naśladować, lecz odtworzyć. Zarówno dla niego, jak i dla Owidiusza wszystko staje się materiałem literackim, a mitologia jawi mu się jako repertuar wariantów, wciąż dostępny zapas obrazów, ruchów i kombinacji.
Aby opowiedzieć o metamorfozie w XX wieku, Calasso wykorzystuje wiele talentów. Po pierwsze, rozległą kulturę, która nie przestaje nas zadziwiać; czuje się zadomowiony we wszystkich epokach, niemal we wszystkich książkach, niemal we wszystkich mitach. Po drugie, umiejętność dostrzegania analogii, jaka pozwala mu odkryć każde powinowactwo w świecie książek i historii. Wreszcie zdolność opowiadania mitów, a raczej opowiadania ich na nowo, podobnie jak czynił to Owidiusz w swojej wielkiej książce, co jest jedynym sposobem, by je zrozumieć i przyswoić. Kiedy czasami brakuje jakiegoś źródła, uzupełnia lukę, uciekając się do inwencji, która nie jest nigdy arbitralna, lecz stanowi kontynuację odkryć Greków.
Jednej cechy Calasso wszelako nie posiada: ciągłości – bo też nie chce jej posiadać. Jest absolutnie świadom bycia nowoczesnym i sądzi, że dzisiaj pisarz, w odróżnieniu od Owidiusza, nie może poddać się fali opowiadania, które nigdy się nie kończy. Dla niego, tak jak dla Nietzschego, epika umarła. Prawda nie objawia się w ciągłości; musimy się od niej odwrócić plecami i zbierać świetliste odłamki oślepiające wzrok i raniące dłonie. Już Platon twierdził, że człowiekowi prawda dostępna jest tylko w malutkich fragmentach; i Calasso zbiera owe malutkie fragmenty, zrywa ciągłość, wydobywa z niej przebłyski, olśniewające i niebezpieczne. Owidiusz opanował w najwyższym stopniu sztukę przejścia, pozwalała mu ona ułożyć tysiące płytek jego ogromnej mozaiki. Calasso ignoruje przejścia: między jednym a drugim przebłyskiem prawdy znajdują się białe plamy; ich sens staje się jasny dopiero wtedy, gdy przeczytamy całego Cacciatore Celeste.
Książka Calassa zaczyna się od samych początków albo raczej początku początków, kończy zaś, lub udaje, że się kończy, na Enneadach Plotyna i Misteriach Eleuzyńskich, chociaż każda strona ustanawia analogie w najrozmaitszych kierunkach, szczególnie z kulturą wedyjską. U początków niewidzialne było widzialne. Istniały wówczas zwierzęta i polowanie. Cacciatore Celeste pełen jest zwierząt: hien, lwów, lampartów, sępów, znaczących swoim zapachem stronice książki. Zwierzęta mogły być zwierzętami, lecz również ludźmi, bogami, demonami, przodkami; nie było pomiędzy nimi wyraźnych różnic. Nie istniało ludzkie ciało tropiące ciało zwierzęcia, lecz istota tropiąca inną istotę.
Dla pierwszych myśliwych zwierzę było inną istotą – ani zwierzęciem, ani człowiekiem – na którą polowały istoty niebędące ani zwierzętami, ani ludźmi. Polowanie było skomplikowaną sprawą. W pierwszym rzędzie trzeba było naśladować zwierzęta: krok kuropatwy, niedźwiedzia, lamparta, żurawia, sobola. Dlatego podstawowym rozwiązaniem była maska pozwalająca oddzielić się od świata zwierząt. Wilki krążące po lasach były pierwszymi ludźmi, którzy czuli się tak bardzo ludźmi, że przebierali się za zwierzęta. Myśliwy szykował się na wyprawę jak na bal: ciało musiało być umyte i pachnące, każdemu zwierzęciu, które zamierzano upolować, odpowiadał inny zapach, przed polowaniem zaś zakazane były stosunki seksualne.
Pewnego dnia – co przetrwało dwadzieścia pięć tysięcy lat – ludzie z górnego paleolitu zaczęli rysować. Nie było problemu z wyborem tematu: zwierzęta były jedynym możliwym obiektem, siła w ruchu, mogąca zaatakować i którą należało zaatakować. Zwierzę i ten, kto je rysował, należeli do tej samej formalnej ciągłości. Kreska musiała być odpowiednia, jeśli nie była odpowiednia, siła nie mogła się objawić. Ci, którzy żyli w kulturze magdaleńskiej, potrafili rysować z zadziwiającą biegłością, rzadko osiągalną w następnych tysiącleciach, podziwiałby ich z pewnością Ingres.
Najpiękniejszą częścią książki Calassa jest pierwsza, poświęcona Artemidzie, bogini przemieszczającej się jak mężczyzna – dopóki była pewna, że można ją zobaczyć; lecz wchodzącej do wody jak kobieta – kiedy nie mógł jej ujrzeć nikt z wyjątkiem służek i towarzyszek polowań. Budziła w mężczyznach silne pożądanie – właśnie ona, która odrzucała seks i nie znosiła fizycznego kontaktu. Ale negując go, Artemida przydawała mu znaczenia. Wraz z nią pojawiła się czystość; była hagne, czysta, jedynie Persefona u Homera miała prawo do takiego określenia. Artemida jest dla Calassa boginią mu najbliższą, zarówno będąc boginią polowania, jak i w gruncie rzeczy boginią oddalenia, bo u Calassa bardzo silne pozostaje pragnienie dystansu.
Przedostatnia część Cacciatore Celeste poświęcona jest Plotynowi, który wyruszył wraz z cesarzem Gordianem do Persji, aby „poznać bezpośrednio” religię oraz filozofię irańską i indyjską. Pisząc siedem wieków po Platonie Enneady, Plotyn nie miał ambicji wniesienia czegoś nowego do filozofii. Platon powiedział już wszystko, wszystko, co było możliwe; to, co mówił, było prawdą, Plotyn miał jedynie go skomentować i objaśnić, szczególnie zaś to, co dotyczyło niewysłowionego: Dobra i Jedni.
I tak Plotyn rozpoczął ucieczkę jednego w stronę jednego i doszedł do odkrycia niewiedzy znacznie przewyższającej wiedzę. Celem jest Tamten, Jeden; chociaż nic o nim nie potrafimy powiedzieć, gdyż nie jest bytem, nie jest substancją, nie jest życiem. To, co jest przyczyną wszechrzeczy – dodawał – nie jest żadną z nich. Nie powinno się nawet nazywać jej dobrem, ponieważ tkwi u źródeł wszystkiego, lecz jest dobrem ponad wszelkim dobrem. Podobnie jak w Upaniszadach, myśl wznosiła się ponad samą siebie i dokonywała samounicestwienia. Jedynie w kontemplacji poznajemy ów mroczno-świetlisty szczyt i jest to założony milcząco cel, do którego dąży książka Calassa w ostatecznym wysiłku samozniweczenia.
Pietro Citati
Przełożyła Joanna Ugniewska
Za „Corriere della Sera”, 17 maja 2016.



